„Nie jestem zbyt mądra. Należę do mas. Ale świat opiera się na masach i to masy są wykorzystywane.”

Masa musi być. Nie ma masy- nie ma ciała. Tak samo z masami. Jakieś zawsze będą istnieć. Dlaczego? Bo w gruncie rzeczy mało w nas cudów a dużo tych samych tkanek, procesów metabolicznych i pragnień. Ani to piękne ani brzydkie, tak po prostu jest. Co ważniejsze- z trudem przechodzi nam przez gardło przyznanie tego, że jesteśmy jej częścią. Że na 90% mamy te same ustawienia domyślne, co sąsiad spod trójki i sprzedawca w cukierni.

Lepsze jutro było wczoraj.

W życiu pewne są tylko pewne rzeczy. Że w dzień świeci Słońce a w nocy kocie oczy. Że co druga kobieta w tym momencie planuje, co zje za kilka chwil i jak bardzo musi to być ubogie w kJ, aby się znowu nie zawiązało. Że nikt nam nie zwróci pieniędzy z komunii. Że nie ma czegoś takiego jak konstruktywna krytyka. Że brunetkom żyje się łatwiej. Et cetera, et cetera. Ale, jako że zdań nie zaczyna się od „że”, powiem tylko- teraz. Od „ale” też się zdań nie zaczyna. No trudno.

Kurs neuroprogramowania

(z cichym uśmiechem w stronę Ani z PKNDL, po raz kolejny pada magiczne słowo)

Wszystkiego w życiu warto doświadczyć. Podobno każdy, kto przewija się przez nasze życie, czegoś uczy, coś zostawia, a czasem odbiera na zawsze. I mimo że prawdopodobieństwo niepowodzenia relacji zawiązywanych na każdym kroku jest większe niż to, że ktoś stanie się naszą bratnią duszą, to cholernie głupio zamknąć się tak na wszystkich i wszystko. 

Jak w garncu.

Spoglądam na kalendarz.

Przeżyliśmy ostatni poniedziałek lutego, dziś natomiast ostatni lutowy wtorek.

Spoglądam na zegarek- 9:35. Potem na Fb. Nie interesowałam się tym miejscem od bardzo dawna, w zasadzie z wzajemnością. Jeśli już wejdę, to na moment i zapewne aby coś usunąć. Napotykam natomiast 1000 nowych wpisów, filmów, tudzież innych cudowności, rękami domorosłych artystów stworzonych. Łapię się za głowę i na tym, że twórca ze mnie żaden.

Szczęście to sztuka zapominania.

Ćwiczymy pamięć. Nieustannie i na każdej płaszczyźnie. Słyszymy „Na rozwój synaps najlepszy cynk i magnez”, a więc biegniemy do apteki po swoją porcję. Gdy dotrze do nas informacja, że najlepszym sposobem na poszerzanie granic pamięci jest nauka- nabieramy motywacji i ochoty i nie chcemy być głupsi. Echem odbijają się wszelkie naukowe hipotezy odnośnie nieograniczonej pojemności pamięci długotrwałej. Brzmi cudownie. Wszak przedsionkiem nieba byłoby móc usprawnić do granic możliwości nasze obwody pamięciowe. Móc przekształcić je w worek bez dna, z wiecznie aktywnym i samoaktualizującym się spisem treści.

Taniec na lodzie.

Bo z granicami nigdy nie wie oj nie wie się…

Na dwoje babka wróżyła. Jedni powiedzą, że świadoma własnych atutów, czerpiąca garściami z życia i wyemancypowana. Inni, że dziwka. Cienka jest bowiem linia, między byciem Samanthą Jones a… nie byciem Samanthą Jones.

Sęk tkwi w tym, jakie masz zaplecze i jakie ambicje. Kobiety żądne sukcesu, te najbardziej uparte, zawzięte, odważne a przede wszystkim niezależne najczęściej nie znajdują czasu na zajęcie się  życiem osobistym. To znaczy, tak wynika ze statystyk. Ten rodzaj Pań może sobie pozwolić w zasadzie na wszystko. Dlaczego? Bo to co miały do zrobienia, osiągnęły mniejszą lub większą pracą ‚własnych rąk’. Nie można im niczego zarzucić, a to, że na koniec pracy odrywają kupony od własnego wizerunku i zbudowanej ‚marki’ to całkiem logiczne.

Zogarnizuj się

Kropla przelała czarę, dziś o 20:04 czasu białostockiego.

W przedostatnim poście traktującym o moich złotych spostrzeżeniach na temat zmieniających się czasów w kontekście raczej internetowym i społecznym, aniżeli historycznym, napomknęłam o tym, jak chętnie popadliśmy jako glob w dezorganizację swoich rzyci. Nie ukrywam, że był to wątek najobszerniejszy, moje palce skrzyły się pod naciskiem białych klawiszy, ale dopiero w tym poście planuję faktycznie dopłynąć do brzegu.

Książki, periodyki, kursy, blogi, to dzisiaj w 70% poradniki. Poradniki zdominowały wszystkie płaszczyzny życia a każdy jego aspekt zasługuje na osobny poradnik.