W związku z

I przyszło mi pisać o miłości. Ku ciekawym terenom brnie moja wena. Tak czy siak cukierkowo nie będzie. Jak zawsze- piszę z potrzeby. Tym razem stworzył się post nieidealny na temat magii związku.
A raczej jej zawieszeniu. Otóż w ładnym ujęciu- magia często się zawiesza. Czasem zdarza mi się usłyszeć ” Zazdroszczę wam, taka fajna, luźna, zgodna para, znacie się na wylot, taki staż, świrki, bajerki za wami, też bym tak chciał(a)”. Oczywiście przytakuję, ale cudem trzymam na wodzy swoje faktyczne emocje. Nie jestem bowiem w stanie stwierdzić, czy cokolwiek w moim żcyiu wymagało tyle trudu i pracy, wyrzeczeń i poświęceń, niż właśnie związek (w starciu z maturą – remis ).
Gdy wspominam początki, uśmiech sam maluje mi się na twarzy. Lubię tą całą otoczkę pierwszych kroków, choć w moim przypadku nigdy nie trwały zbyt długo. Wtedy każda nasza strona jest idealna. Nasz dystans do siebie jest olbrzymi, poczucie humoru uznaje za przezabawne każdy dowcip potencjalnego kandytata/tki, nawet ten spalony. Ta twarz, jest konsekwencją dobrych genów i hojnej matki natury, a samochód został kupiony za swoje, bo jakżeby inaczej. Na widok lubej/lubego wiersze same się piszą, a smsów na dobranoc nie ma końca. A, no i oczywiście na pewno miło jej będzie, jeśli dostanie go również na dzień dobry, więc na wszelki wypadek wstanę o 5:00 i napiszę coś kreatywnego..    A potem następuję obnażenie kreacji bohaterów.
 Okazuje się, że ‚naturalny’ błysk na jej policzku to rozświetlacz z Revlonu, piękne, proste, kasztanowe włosy, tak naprawdę są niechcianą szopą loków potraktowaną prostowanicą a ta koronkowa bielizna stanowi jakieś 0.02% zawartości garderoby, bo wygodniej w majtasach z H&M- tych do pępka. Jeśli chodzi o niego, cóż można rzec.. może i faktycznie jest kulturalny, ale czy na pewno tak bardzo stroni od przeklinania? Zapomnij… Perfumy? Owszem- Calvin Klein, ale nie dla Ciebie przy byle okazji- ten flakonik jest teraz od święta, a Tobie wystarczy antyperspirant. Jeśli w penym momencie coś zaczyna nieprzyjemnie pachnieć, to na pewno nie jest bąk..Kwiaty są ok, ale w sumie bez użytku, lepsze będą czekoladki. Albo wino. O! Albo czteropak. Tak, czteropak będzie idealny na wieczór.
Ktoś powie, że przesadzam.. no pewnie! O to tu chodzi, chociaż pewnie ludzie ‚związani’ się troszkę uśmiechnęli przez łzy ;>
Refleksja, jaka ostatnimi czasy mną trąciła, nawiązuje do przysłowia ‚Im dalej w las tym więcej drzew’. Boże, jakie to prawdziwe. Mówiąc szczerze, sama byłam przekonana, że im bliżej będziemy tej stabilizacji uczuciowej tym będzie prościej, ale jak się okazało- nic bardziej mylnego. W miarę upływu czasu, gotowość do boju rośnie. Boju o zaangażowanie, uwagę, magię.. Niestety, ale bardzo łatwo to zatracić i w końcu okazuje się, że w sumie to nic, że Chłopak przyjeżdża za 3h. Nieogolone nogi w wyświechtanych skarpetach i piżama nie powinny go wzruszać. ALE TO SIĘ DZIEJE. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Mimo kilku lat związku, zawsze się dla mojego osobistego staram jak mogę. Chcę się mu podobać i działam tak, by zawsze widział dziewczynę ze swoich snów. Może brzmi trochę drętwo, ale tak o tym myślę.
Kiedy związałam się z Nim, zaczynałam dopiero liceum i nie miałam ambicji, na związek do końca życia. Teraz mam i nie w głowie mi kompletnie ‚korzystanie z młodości’ eksperymentowanie i szukanie kogoś innego. Natomiast wiem z autopsji, że szczególnie przy związkach między ludźmi młodymi, po jakimś czasie pierwszy czar pryska i wtedy czuje się mini pokusy. Kiedyś stroniłaś od pubów, teraz stroisz się, bo liczysz na idealną noc z koleżankami i kolegami. Nie pomyślałabyś wcześniej o tańczeniu z innym facetem w klubie, teraz propozycja wydaje się kusząca. Wyjście ze znajomymi w piątek jest idealnym pomysłem, szczególnie, że odpoczniesz od swojej drugiej połówki. Potem wyrzuty sumienia, albo i nie, jednak sam fakt, że człowieka prędzej czy później zmienia swój punkt widzenia jest wiadomy. Ale właśnie ten czas, kiedy wiecie już o sobie wszystko, kiedy macie swoje wspólne tradycje, a miedzy was coraz częściej wkrada się rutyna, jest swoistym sprawdzianem i wbrew pozorom to wtedy trzeba wytoczyć działa. Nietrudno zaimponować komuś dopiero co poznanemu swoimi opowieściami, umiejętnościami, ale sztuką jest utrzymać to, co tworzyło się na przestrzeni lat, zaangażowanie, zainteresowanie, uwagę w ciągu wszystkich codziennych, szaroburych chwil, które w związku przeważają.
Jeśli juz jesteśmy w tym temacie, polecam artykuł ‚Facet w odwodzie | ZWIĄZKI’ w najnowszym magazynie Women’s Health, który do mnie przemówił i może nawet trochę pomógł.Szczególnie kilka akapitów, m.in.

 Facet od wszystkiego? Jeden człowiek raczej nie jest w stanie zaspokoić wszystkich naszych potrzeb psychologicznych. Lepiej dla nas jeżeli pogodzimy się z tym, że chociaż z nim sypiamy, nasz facet nie musi być najlepszą przyjaciółką, chodzić na zakupy i oglądać naszych seriali.

 Facet, z którym flirtowałaś. Poznałaś go, gdy wybrałaś się wyjątkowo bez swojego partnera na imprezę. I pojawił się świetny facet. Była chemia, jednak w pewnym momencie musiałaś powiedzieć, że w domu czeka na Ciebie Tój osobisty. Ale jakoś tak się stało, że jesteście znajomymi na FB i czasem wysyłacie sobie śmieszne wiadomości | O co chodzi? O! Coś podobnego, po prostu szukasz potwierdzenia, że wciąż jesteś atrakcyjna dla mężczyzn? Jakie to banalne, ale nie będziemy silić się na oryginalność. Dotyczy to 90% z nas. 

W moim związku nie ma mowy o nudzie długoterminowej, bo po prostu działamy. Dobrze nam się razem leży z laptopami, książkami, dobrze się śpi czy milczy, ale zdecydowanie więcej jest dynamiki. To jest chyba kluczem tej relacji, ponieważ przyzwyczajenie się i nuda, są często koniem trojańskim, który wkrada się niepostrzeżenie i zabija od środka nie wiadomo kiedy. Dlatego związkom mówimy zdecydowane TAK, ale uśmiech, który temu towarzyszy często jest uśmiechem przez łzy. I dobrze. Bez łez i pracy nie ma kołaczy. Trzeba być na to przygotowanym i z wszystkich psychicznych trybików z pewnością tryb czuwania powinien być zawsze włączony.

Matura

Maj. Piękne wiosenne słońce. 3 lata starań. Kilka arkuszy. Czarny długopis. W torebce papieros na otarcie łez. Nagle wszystko odchodzi.  Zapraszam dalej ;>

Brzmi mało zachęcająco, ale dziś- na 3 dni przed oficjalnym ogłoszeniem wyników – chciałam poruszyć temat subtelnego kata jakim jest matura.
Jeśli kogoś to ciekawi, moim największym marzeniem od podstawówki była medycyna. Nie lubię dróg na skróty, ani nie umiem za bardzo kombinować w życiu, więc wybrałam chyba najprościej jak się dało. Droga rzecz jasna nie miała nic wspólnego z prostotą. Codzienne korepetycje (nie koloryzuję), zawieszenie życia społecznego na dobre pół roku. Żadnego kina, kawy w mieście, o imprezach nie wspomnę. Kiedy ktoś pytał ‚Magda, może dziś przerwa?’ odpowiadałam zawsze tym samym – ‚Nie, dziś jestem offline’. Strasznie ciężko to wszystko się pchało jak tak teraz pomyślę, no ale widziały gały co brały; zresztą nigdy nie byłam typem leniwca i mimo wyczerpania codziennie dawałam z siebie stówkę.
Dzień zaczynałam kawą i papierosem. Było to lekarstwem dla zombie, które od tygodni nie spało dłużej niż 3 h ( tutaj również nie koloryzuję ). Czułam się Panią życia, a teraz myślę, że  chyba mi padło na mózg..
To co ukazane na obrazku- kropla, kropelka w morzu tego, co do dziś stoi na podłodze, bo na półkach już się nie mieściło. Tak w wielkiej pigułce wyglądało moje życie kilka miesięcy temu. Gówno, nie życie, macie rację. I ta ciągła świadomość, że wciąż robię za mało, inni są lepsi, z 37 osób w klasie tylko kilka dostanie się przy dobrych wiatrach na medycynę, więc z automatu masz 37 cichych wrogów. Aż cud, że udało mi się utrzymać w ryzach związek ;D Naprawdę cud.
To był tak naprawdę wstęp do tego, o czym chciałam napisać, ponieważ to, co najistotniejsze, odkryłam dopiero po maturach. Kamieniem milowym w zmianie mojego myślenia była rozszerzona chemia. Nie będę się użalać, ale nie znam ani jednej osoby, której arkusz z chemii poszedł dobrze. Nie wiem, czy kiedykolwiek byłam w takim stanie rozpaczy niż po powrocie do domu tego dnia. Płaczu nie było końca, nagle wszystko jakby się rozpłynęło, chciałam zasnąć, ale jak to zrobić, kiedy kortyzol stukrotnie podwyższył swój poziom. W końcu się udało. Każdego następnego dnia było lepiej. Nie było lżej, ale zdecydowanie lepiej. Myśl o porażce towarzyszy codziennie, ale uświadomiłam sobie, że całe moje życie tak naprawdę kręci się wokół rzeczy, którym na poczatku nie mogę sprostać. Waga całej sprawy była duża, toteż i rozczarowanie poważniejsze. Ale dziś wiem, że prawdziwą siłę pokażę dopiero teraz. CKE nie stanie się butem, które na zawsze wciśnie mnie w ziemię, o nie!
Jakie zatem plany?
  1. Poprawa matury i dodatkowy rok w domu rodzinnym
  2. W międzyczasie studia powiązane z medycyną, jednak z niższym progiem, na które (raczej) na pewno się dostanę i chyba będzie to turystyka przyrodnicza
  3. Ostry zapierdziel po wymarzonych wakacjach 😉
Jedno wiem na pewno- nie poddam się. Jeszcze nie wiem, co pocznę, jeśli (tfu, tfu) za rok też mi nie wyjdzie, ale coś wymyślę. Perspektywa 40 lat pracy sprawia, że coraz przyjażniej patrzę na ten swój ‚gap year’. Apeluję do wszystkich ludzi w podobnym wieku- zawsze miejcie w kieszeni plan B, C i D. Nie ma chyba nic gorszego od wąskotorowego ‚iścia’ przez życie.
W końcu osiągnęłam ten stan, kiedy widzę coraz więcej pozytywów. Ładuję baterie i przygotowuję się na następny rok. Myślę, że dzięki studiom i interakcji z innymi ludźmi, będę lepiej zorganizowana niż gdybym miała od rana do nocy siedzieć jak klocek w domu.
Nie chciałam nikogo zdemotywować rzecz jasna tym wpisem, bo jak tak teraz patrzę, to same smęty tu zostawiam, ale taka już ta wena bywa humorzasta. Co złego to nie ja 😉