Bo ściana nie była idealna.

Mocno zajęty życiem, siedząc na czymś, w środku czegoś, słyszysz jak cisza skutecznie bombarduje i tak już zszargane nerwy. Starasz się odwlec moment relfeksji na temat minionego dnia, tygodnia, miesiąca, bo jak już zatrzymasz tę machinę metabolizmu turbacji, to najpewniej rozpryśniesz się na tysiąc części, z rodzaju tych, które każdy chce zamieść nogą pod kanapę. Tak więc, aby do tego nie doszło, aby wszystko było na swoim miejscu, ty nie możesz w nim stać. Dlatego siedzisz. Ale wewnątrz i wokół wszystko zapieprza. Choć nie widać nic. 

Rzeczożarcie.

Życie to chyba jakiś żart.

I w dodatku to ten rodzaj żartu, który zdaje się, że umiemy tak perfekcyjnie opowiadać i częstujemy nim każdego, kto mignie w źrenicy. Chwalimy się tym kunsztem przekazu, wzbogacamy narrację o epileptyczną gestykulację, a gdy ktoś chce się wtrącić to razimy błyskiem z tychże źrenic i dopisujemy kolejną ofiarę do strat. To ten rodzaj dowcipu, który opowiadamy z wielkim pietyzmem, po to by zobaczyć jak się wszyscy krztuszą ze śmiechu.

Język polski w stopniu komunikatywnym.

Wspinając się po szczeblach kariery, edukacji i kultury nabieramy nowych umiejętności. Poszerzamy horyzonty i dowiadujemy się wiele rzeczy o nas samych. Tak naprawdę każdy przeżyty rok sprawia, że jesteśmy bliżej ideału, którego rzecz jasna nigdy nie osiągniemy. Sęk w tym, że czasem za bardzo poddajemy się biegowi wydarzeń i tragicznej martyrologii wszechświata, za szybko połykamy wszystkie rozumy, krztusząc się częściej, niż to moralnie wskazane.

„Nie jestem zbyt mądra. Należę do mas. Ale świat opiera się na masach i to masy są wykorzystywane.”

Masa musi być. Nie ma masy- nie ma ciała. Tak samo z masami. Jakieś zawsze będą istnieć. Dlaczego? Bo w gruncie rzeczy mało w nas cudów a dużo tych samych tkanek, procesów metabolicznych i pragnień. Ani to piękne ani brzydkie, tak po prostu jest. Co ważniejsze- z trudem przechodzi nam przez gardło przyznanie tego, że jesteśmy jej częścią. Że na 90% mamy te same ustawienia domyślne, co sąsiad spod trójki i sprzedawca w cukierni.

Lepsze jutro było wczoraj.

W życiu pewne są tylko pewne rzeczy. Że w dzień świeci Słońce a w nocy kocie oczy. Że co druga kobieta w tym momencie planuje, co zje za kilka chwil i jak bardzo musi to być ubogie w kJ, aby się znowu nie zawiązało. Że nikt nam nie zwróci pieniędzy z komunii. Że nie ma czegoś takiego jak konstruktywna krytyka. Że brunetkom żyje się łatwiej. Et cetera, et cetera. Ale, jako że zdań nie zaczyna się od „że”, powiem tylko- teraz. Od „ale” też się zdań nie zaczyna. No trudno.

Kurs neuroprogramowania

(z cichym uśmiechem w stronę Ani z PKNDL, po raz kolejny pada magiczne słowo)

Wszystkiego w życiu warto doświadczyć. Podobno każdy, kto przewija się przez nasze życie, czegoś uczy, coś zostawia, a czasem odbiera na zawsze. I mimo że prawdopodobieństwo niepowodzenia relacji zawiązywanych na każdym kroku jest większe niż to, że ktoś stanie się naszą bratnią duszą, to cholernie głupio zamknąć się tak na wszystkich i wszystko. 

Szczęście to sztuka zapominania.

Ćwiczymy pamięć. Nieustannie i na każdej płaszczyźnie. Słyszymy „Na rozwój synaps najlepszy cynk i magnez”, a więc biegniemy do apteki po swoją porcję. Gdy dotrze do nas informacja, że najlepszym sposobem na poszerzanie granic pamięci jest nauka- nabieramy motywacji i ochoty i nie chcemy być głupsi. Echem odbijają się wszelkie naukowe hipotezy odnośnie nieograniczonej pojemności pamięci długotrwałej. Brzmi cudownie. Wszak przedsionkiem nieba byłoby móc usprawnić do granic możliwości nasze obwody pamięciowe. Móc przekształcić je w worek bez dna, z wiecznie aktywnym i samoaktualizującym się spisem treści.

Taniec na lodzie.

Bo z granicami nigdy nie wie oj nie wie się…

Na dwoje babka wróżyła. Jedni powiedzą, że świadoma własnych atutów, czerpiąca garściami z życia i wyemancypowana. Inni, że dziwka. Cienka jest bowiem linia, między byciem Samanthą Jones a… nie byciem Samanthą Jones.

Sęk tkwi w tym, jakie masz zaplecze i jakie ambicje. Kobiety żądne sukcesu, te najbardziej uparte, zawzięte, odważne a przede wszystkim niezależne najczęściej nie znajdują czasu na zajęcie się  życiem osobistym. To znaczy, tak wynika ze statystyk. Ten rodzaj Pań może sobie pozwolić w zasadzie na wszystko. Dlaczego? Bo to co miały do zrobienia, osiągnęły mniejszą lub większą pracą ‚własnych rąk’. Nie można im niczego zarzucić, a to, że na koniec pracy odrywają kupony od własnego wizerunku i zbudowanej ‚marki’ to całkiem logiczne.