Kurs neuroprogramowania

(z cichym uśmiechem w stronę Ani z PKNDL, po raz kolejny pada magiczne słowo)

Wszystkiego w życiu warto doświadczyć. Podobno każdy, kto przewija się przez nasze życie, czegoś uczy, coś zostawia, a czasem odbiera na zawsze. I mimo że prawdopodobieństwo niepowodzenia relacji zawiązywanych na każdym kroku jest większe niż to, że ktoś stanie się naszą bratnią duszą, to cholernie głupio zamknąć się tak na wszystkich i wszystko. 

Taniec na lodzie.

Bo z granicami nigdy nie wie oj nie wie się…

Na dwoje babka wróżyła. Jedni powiedzą, że świadoma własnych atutów, czerpiąca garściami z życia i wyemancypowana. Inni, że dziwka. Cienka jest bowiem linia, między byciem Samanthą Jones a… nie byciem Samanthą Jones.

Sęk tkwi w tym, jakie masz zaplecze i jakie ambicje. Kobiety żądne sukcesu, te najbardziej uparte, zawzięte, odważne a przede wszystkim niezależne najczęściej nie znajdują czasu na zajęcie się  życiem osobistym. To znaczy, tak wynika ze statystyk. Ten rodzaj Pań może sobie pozwolić w zasadzie na wszystko. Dlaczego? Bo to co miały do zrobienia, osiągnęły mniejszą lub większą pracą ‚własnych rąk’. Nie można im niczego zarzucić, a to, że na koniec pracy odrywają kupony od własnego wizerunku i zbudowanej ‚marki’ to całkiem logiczne.

Chcesz uparcie znaleźć wszystko, kończysz z niczym- realizm w związku, czyli niekonieczne skreślić.

To nad wyraz ciekawe, że Małe życie cieszyło się u mnie tak niepochlebną recenzją (klik), a jednak już któryś raz z rzędu powołuję się na jej okropność. Kilka smaczków bowiem swoim błyszczącym okiem wyłapałam i jeden z nich okazał się zbyt ujmujący w swej prostocie, by go tutaj, na moich kartach, zabrakło.

Panowie Można Spie*dalać

Czyli w skrócie PMS. Dla płci brzydkiej- to coś, czym kobieta się staje i co ją dopada na gruncie psychicznym , bo ja o tym, tuż przed oraz w trakcie okresu.

Tak więc, Ho! Ho! Ho! Czyżby ta piękna książka zwana marnym życiem, znów otworzyła się na rozdziale zwanym o k r e s ?

Na marginesie, czy tylko ja uważam, że nie ma dobrego określenia na ten comiesięczny survival? Miesiączka, menstruacja, krwawienie (!), ani w tym subtelności, ani finezji. Bardziej przypomina hasła związane z wojną. No i dlatego pewnie, chcąc nie chcąc, już na wstępie kasamy rękawy i przygotowujemy się na rzeź niewiniątek.

Czy dziecka nie wystarczy kochać?

Dobra. Pierwszy, niemal dziewiczy post na blogu w nowej odsłonie. Nowe, nowym, ale zawartość słoika bez zmian. Te same przeciwutleniacze, konserwanty i barwniki, chociaż dziś raczej bez tych ostatnich, z uwagi na lekko brutalny temat.

Pewnie wcale bym się przy zdaniu tytułowym nie zatrzymała, pewnie spłynęłoby po mych piórkach jak wiele innych głębokich fraz, pewnie… gdyby nie fakt, że dawcą głębi był mój tata.

Koncert życzeń

W którymś z postów stwierdziłam, że moje życie to podejmowanie ciągłych wyzwań, którym nie mogę sprostać. Cały czas tę definicję rozszerzam i takim sposobem dodać mogę, że moja autobiografia byłaby sinusoidą towarzyskości i samotności. Obserwacja z pozoru błaha, ale wzięłam ją pod lupę na tyle bardzo, aby ten post powstał i siał refleksje.

Męskie sprawy

Michała Pozdała poznałam przypadkowo- skacząc po kanałach o godzinie wczesno-późnej w poszukiwaniu czegoś, co przyciągnęło by moją uwagę. No i tak się stało, że na jakimś entym kanale zobaczyłam przystojnego, czarującego jegomościa, w fajnym garniaku i brodą. Zostałam na chwilę a z chwili powstała godzina.

Potem przeczytałam naprawdę ciekawy wywiad o kryzysie męskości w Urodzie Życia i jakaś siła kazała mi wygooglować rozmówców. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam po raz kolejny uroczego pana z bródką. Wtedy też, postanowiłam kupić powyższą książkę, do której wywiad był niejako wstępem.

Tak jak na obrazku z okładki tak i w środku, mamy do czynienia z wszelkimi najdrobniejszymi aspektami męskiej osobowości i psychiki. Na początku chciałam robić notatki z fragmentów szczególnie dla mnie ciekawych, ale musiałabym notować każdą stronę.. Nigdy bym nie pomyślała, jak bardzo schematycznie potrafię podchodzić do mężczyzn oraz jak negatywnie to rzutuje na relację, chociażby moją i Mojego Osobistego ( a przecież ja jestem taka modern, młoda, oświecona (!)) Każda z kobiet jest tak bardzo wyczulona na stereotypy na temat ‚bab’. A czy którakolwiek zastanawiała się ile rzeczy już od maleńkości wpajamy chłopcom a potem mężczyznom, co może być równie krzywdzące?  Kiedy dziewczynka płacze odbieramy to jako akt wrażliwości, ale już dla chłopca mówimy ‚nie płacz jak baba, nie zachowuj się jak laluś/ dziewczynka, nie mazgaj się, nie tak Cię tatuś wychował’ i dzięki takim zachowaniom, dziecko utwierdza się w przekonaiu, że tłumienie emocji i brak strachu jest męskie.

Tymczasem dla wielu dzieci dużo odważniejszą decyzją jest powiedzenie na głos BOJĘ SIĘ, kiedy rówieśnicy chodzą po drzewach i popisują się sprawnością. To jest dopiero odwaga- musi stanąć twarzą w twarz z miażdżącą siłą stereotypów, którymi jest zalewany od najmłodszych lat i cała sztuka polega na tym, żeby tę odwagę doceniać, wspierać a nie deprecjonować.

Podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o homoseksualizm. Na dwie lesbijki świat, nawet taki mały, zacięty, pogardliwy światek, jakim jest Polska- przymyka oko. Jeśli zaś widzimy gejów. Obłęd. Bezprawie. Toż to zdrada płci!

Już od dziecka dziewczynkom wolno się trzymać za rączki, całować, czesać, kąpać, nawet spać razem. chłopcy nie mają do takich zachowań dostępu.

W ostatnich latach jest wielkie bum na anoreksję i bulimię. Wszyscy bacznie obserwują swoje córki, aby nie wpadły w sidła tych chorób. A co jeśli widzimy 25 latka, kóry leży, chciałoby się rzec kilka cm nad ziemią przez swoje wielkie, napompowane mięśnie z diagnozą : zawał.

To pokazuje jakie mamy podejście do męskiego ciała i zdrowia. Myślenie jest przedpotopowe. Jest mężczyzną, wie co robi. Robił to na własne ryzyko. Głupi był to się faszerował, teraz umarł- sam sobie winien. Gdy umiera anorektyczka cały świat bije na alarm, obwiniają za to media, kulturę, bezlitosny ‚szołbiznes’ a przecież zarówno ten chłopak jak i dziewczyna borykali się z podobnymi zaburzeniami psychicznymi.

To może wreszcie ratunek dla tych facetów może stanowić czas? Może w miare jego upływu kobieta zacznie lepiej rozumieć jego fizjologię, psychikę, może obdarzy większą wyrozumiałością? Nic bardziej mylnego. Często i gęsto nawet w życiu dorosłym kobiety obarczają partnerów za całe zło tego świata. A spróbuj ty mieć tylko problemy z erekcją..

Jednemu pacjentowi z zaburzeniami przedwczesnego wytrysku, żona odmawia seksu, twierdząc, że nie będzie otwierała wesołego miasteczka na 3 minuty. To, z czym kobiety walczyły i walczą w stosunku do własnej płci, odbijają na mężczyznach.

 

 Nie chcę być infantylna i wychwalać tej książki przytaczając kolejne cytaty, ale muszę powiedzieć, że niezwykle się cieszę, że wtedy skakałam po tych kanałach i suma sumarum mam te żółte cudo u siebie na półce. Uświadomiło mi jak często bywam niesprawiedliwa dla swojego chłopaka, jak łatwo mi rzucać słowami, epitetami.. bo to w końcu facet, co on zrobi, popłacze się? No cholera mnie bierze jak sobie o tym teraz pomyślę. Uświadomiłam sobie bardzo dużo i mam nadzieję, że przynajmniej kilka aspektów mojego związku się poprawi i będę bardziej wyrozumiała dla płci przeciwnej. I nie dajmy sobie wmówić, że prawdziwi mężczyźni nie istnieją, że połowa to pedzie, bo ten cały kryzys męskości napompowują głównie kobiety a jak sam Michał wspomina – Współczesny mężczyzna wciąż jest męski, a jego ego ma się dobrze! Obowiązkowa lektura dla każdego, niezależnie od płci i roli w relacjach.

Zamknij oczy, ale nie skacz

Dzisiejszy wpis będzie oparty na wywiadzie Karoliny Siluk z psychoterapeutą Michałem Modlińskim o dźwięcznym tytule Zanim powiesz sobie dość.

Niedługo z pewnością stworzę co nieco o moich ulubionych periodykach, dlatego nie będę się tu rozmieniać na drobne, wspomnę tylko, że wywiad pochodzi z Urody Życia edycji sierpniowej.
Tekst ten przypadł mi do gustu nie tyle zgrabnymi sformuowaniami co przekazem. Bardzo rzeczowym.
Tak jak pisałam poprzednio o silnych fundamentach mojego związku, tak nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że zawsze było kolorowo. Nie było, zdarzały się naprawdę cudowne kryzysy, o których samo myślenie wprawia mnie w zły nastrój, więc może dlatego tyle uwagi powierzyłam tym kilku stronom.
Fragment, który najbardziej ze sobą utożsamiłam dotyczył metaforycznej kłotni małżeńskiej, gdzie para przez lata odkładała na wspólny dom,a gdy przyszło wybierać kafelki polegli. W trakcie urządzania domu złożyli pozew rozwodowy. Kończył się słowami

Spychamy dyskusje o kluczowych sprawach, bo one są trudne. Łatwiej jest pokłócić się o ”glazurę”, jest bardziej konkretna.

Dało mi to dużo do myślenia i cieszę się, że ktoś powiedział to na głos, bo w końcu widzę, że to jest problem. Problem, o którym nawet nie myślałam, a który niszczył zdecydowanie za dużo fajnych chwil w moim życiu. Ciężko powiedzieć coś wprost, łatwiej wyżyć się chwilę później o Bóg wie jaką drobnostkę. Nikt z tej opresji nie wychodzi mądrzejszy, a przecież chyba o to chodzi, by się cholera jasna uczyć na tych swoich błędach.

Kolejny fragment traktował o współczesności i tendencjach, jakie można zauważyć, jeśli chodzi o trwałość związków oraz sam ich schemat. Pan Michał mówi:

Żyjemy w czasach wewnątrzosobistych sporów. Kiedyś kultura i sieć zależnosći społecznych były bardziej ścisłe. Dziś budujemy osiedla z domofonami i odgradzamy się od siebie. Kultura popycha nas głownie do tego, żebyśmy byli indywidualnie efektywni. […] Zbiorowy sukces to nie sukces. Sukces musi mieć dziś jedno imię i nazwisko, straciliśmy zdolność organizowania się wokół czegokolwiek. Każdy na własnym odcinku ma być mistrzem. I tyle się liczy. To nie służy budowaniu żadnej relacji.

Mocne? Moim zdaniem tak. Zbiło mnie to z tropu na dobrych kilka minut. Patrzyłam się przez okno ( bo akurat jechałam busem do rodzinnego miasta) i trawiłam te słowa. Nawet teraz, pisząc ten post, łapie mnie refleksja.

Rozwód nie jest żadnym lekarstwem. Jest taki dowcip: moja druga żona ma wady mojej pierwszej żony plus swoje. 

Moja przyjaciółka spotkała się kiedyś z komentarzem bodajże z jakiegoś francuskiego filmu, gdzie młoda dziewczyna stwierdziła, że poznała faceta ze snów. Idealny jak na pierwszego męża. Zgrzyta mi to zdanie, bo jednak żywię się sloganami rodem naszych babć- związek jest jak dom, kiedy przepala ci się żarówka, wymieniasz ją a nie kupujesz nowy dom. Ilość rozwodów w dzisiejszych czasach nawet mnie zadziwia. Nie jestem osobą wierzącą, więc aspekt religijny rozwodu mnie nie wzrusza, jedank płaszczyzna czysto psychologiczna już tak. Szczególnie, że- jak również pisze Pan Michał- rozwód nigdy nie jest zerojedynkową sytuacją a na miejsce po wyprowadzce partnera nie wprowadziło się szczęście. Cóż..

Oddaję w Wasze ręce te cytaty, bo myślę, że nic tu dodawać nie trzeba, zachęcam do przeczytania całości, naprawdę można wyciągnąć dla siebie kilka cennych informacji.

Need to breathe

To jest ten dzień. Dzień, kiedy mogę rozwalić się w swoim łóżku, w miękkiej kołdrze i pod ulubionym kocem. Wkoło świeczki, bo grzmi i błyska w najlepsze; nie mogę zatem powiedzieć, że panuje idealna cisza, jednak jest idealnie cicho. Długo na to czekałam.


Dziś po południu wróciłam od swojego chłopaka, który mieszka jakieś 60 km od mojego miasta. Spędziliśmy ze sobą cudowny czas, na który czekaliśmy odkąd zaczęły się matury. Poprzysięgliśmy sobie, że tak długo jak tylko ze sobą przeżyjemy i się nie pozabijamy, będziemy spędzać razem każdą chwilę. No i jakoś tak się stało, że wytrzymaliśmy 10 dni. Właściwie to 2 tyg, z drobnymi przerwami.
Wiem, że ta relacja ma solidne fundamenty, jednak nasz związek jest na tyle dynamiczny, że tak naprawdę każde nasze spotkanie może się w jednej chwili przerodzić w coś wielkiego, wybuchowego, pięknego, obrzydliwego etc. Potrafimy w jednej chwili zniszczyć dach, wybić szyby i wykarczować cały ogród, ale tak jak mówiłam- fundamenty zawsze stoją nienaruszone. I tak oto, wracając busem i zbliżając się do mojego domu czułam lekką ulgę. Lubię zmiany otoczenia, ludzi, miejsca, lubię odpoczywać. Może to wynika z tego, że jestem jedynaczką, w dodatku wychowywał mnie tata, więc wiele emocji i doznań przeżywam wewnatrz, po męsku, po cichu; można powiedzieć wręcz, że utożsamiam się z introwertykami. Mój Osobisty często ma problemy z tym, by to pojąć i dać mi komfort oddechu, dlatego dopóki nie mieszkamy razem, doceniam chwile kiedy jesteśmy ze sobą jak i te, kiedy funkcjonujemy osobno, w różnych miastach. W jakimś sensie następuje regeneracja, wylinka- zrzucanie starego naskórka, pod którym kryje się coś piękniejszego, co druga połówka dostrzeże przy ponownym spotkaniu oraz ładowanie baterii i powiększanie pamięci na kolejne przeżycia i wyjazdy. Momenty oddechu są niezwykle ważne w każdej relacji, ale w miłości, chyba najprzejrzyściej je dostrzegam.
Zatem odkryłam kolejny ważny motyw bycia razem- umiejętność bycia osobno. Cały czas się uczę, a fundamenty rosną w siłę.