Rzeczożarcie.

Życie to chyba jakiś żart.

I w dodatku to ten rodzaj żartu, który zdaje się, że umiemy tak perfekcyjnie opowiadać i częstujemy nim każdego, kto mignie w źrenicy. Chwalimy się tym kunsztem przekazu, wzbogacamy narrację o epileptyczną gestykulację, a gdy ktoś chce się wtrącić to razimy błyskiem z tychże źrenic i dopisujemy kolejną ofiarę do strat. To ten rodzaj dowcipu, który opowiadamy z wielkim pietyzmem, po to by zobaczyć jak się wszyscy krztuszą ze śmiechu.