Bo ściana nie była idealna.

Mocno zajęty życiem, siedząc na czymś, w środku czegoś, słyszysz jak cisza skutecznie bombarduje i tak już zszargane nerwy. Starasz się odwlec moment relfeksji na temat minionego dnia, tygodnia, miesiąca, bo jak już zatrzymasz tę machinę metabolizmu turbacji, to najpewniej rozpryśniesz się na tysiąc części, z rodzaju tych, które każdy chce zamieść nogą pod kanapę. Tak więc, aby do tego nie doszło, aby wszystko było na swoim miejscu, ty nie możesz w nim stać. Dlatego siedzisz. Ale wewnątrz i wokół wszystko zapieprza. Choć nie widać nic.