Immunologia mózgu

Od zawsze mam tak, że się boję. 

Czasem jest to strach paraliżujący, czasem całkiem niewinny.

Strach to pole, na którym popis daje podświadomość. 

Kiedy spotykam się ze ścianą i w dodatku widzę, ze się chwieje- panikuję. Panika i bezradność stoją pod ścianą za rączkę. Dwa nieodłączne komponenty każdego ze strachów, które przeżywam. Ściana jeszcze się nie wali. Może nawet w odczuciu innych oczu jest całkiem stabilna, ale ja już zdążyłam się wystraszyć.

 To jest zawsze impuls. Taki, jakie zwykły przenosić nerwy w każdym organizmie i w każdej sekundzie. Całkiem normalna sprawa. Jak powietrze. O powietrzu nikt nie myśli, dopóki nie zacznie stwarzać oporu. Tymczasem w jednej milisekundzie czuję na klatce ciężar wszystkich pododdziałów najcięższej artylerii. Głupio uciec, bo powiedzą, że bez honoru. Głupio się poddać plugawiąc godność. Czując, jak każda żyłka i kapilary w moment zamieniają się w aorty z siłą wyrzutni rakietowych siedzę najspokojniej jak się tylko da. Wiem co się święci. Znam ten schemat. I o ile nie da się przewidzieć ciągu dalszego, który nastąpi przy udziale osób trzecich, we własnym teatrzyku, swoją rolę można odegrać najlepiej jak się da. 

„Tylko ludzie pozbawieni wyrzutów sumienia posuwają świat naprzód. Ci wrażliwsi na własną i cudzą krzywdę są przez ten świat posuwani.”

 Wydaje mi się, że znam siebie. A przynajmniej od tej najgorszej strony.

Codziennie uderzają mnie przeróżne rzeczy, co zaspokaja profilaktykę i wspomaga prewencję. Jestem wybitnie przygotowana na ciosy, znajac każdy milimetr kwadratowy tego tkankowego frontu. Ale czasem nie ma grzmotu. Czasem tylko coś dotknie. I to wystarczy, żebym się przestraszyła. Poddała w wątpliwość wszystkie wcześniejsze przygotowania. Skoro jest jeszcze coś, co może przekłuć skorupę, to znaczy, że trafiło w jej słabszy punkt. Czyli, że takowy istnieje. To stwarza zagrożenie i to mi się nie podoba. Ale dzięki temu świetnie lokalizuję problem.

Na szczęście ja najlepiej wiem, gdzie uderzyć, żeby zabolało najbardziej. Żeby dotknęło, ukłuło, trafiło w samo sedno. Robię to. Wysyłam salwę pocisków rujnując przez moment jakąś część siebie. Po to, by wznieść tam coś o wiele mocniejszego. 

„- Człowiek jest silny. Człowiek nie boi się sam siebie. Człowiek boi się tylko tego, co nieobecne, czego nie widzi, nie słyszy i nie może dotknąć. Siłą człowieka jest jego słabość.”

Jeśli sama sobie zafunduję taką wiązankę, zyskuję pewność, że przy następnym starciu wszystko przejdę bezboleśnie. Według własnego, wciąż poszerzanego zakresu tolerancji, rzecz jasna. Jeśli ktoś zechce wziąć mnie z zaskoczenia i nie licząc nawet do trzech wysłać drobny upominek z granatem, rozczaruje się. Wejdzie na, wydawać by się mogło, całkiem dziewiczy pagórek bez skazy a tam niezdarnie wbita, nadpalona tabliczka oznajmiająca, że ‚sama tu byłam’. Nie popisze się. 

To jest jak odporność swoista z pamięcią immunologiczną. Raz zaatakowany organizm uodparnia się. Wie co wysłać, żeby się skutecznie obronić i wie, jak szybo to zrobić. Tym lepiej, jak jesteśmy sobie w stanie zafundować szczepionki. 

I choć za immunologią nie przepadam, to

Polecam się szczepić, 

Polecam masochizm

I sprzedaję wam domowy sposób na to, jak prawie umrzeć a jednak finalnie siedzieć najspokojniej jak się tylko da.

Z siłą o jakiej nikt nie słyszał.

[LEKARZE JEJ NIENAWIDZĄ!]

i nie tylko lekarze

z wzajemnością