😍

Tinder to tylko tytuł. 6 liter na pierwszej stronie, która przykrywa niezły tomik poezji, nad którą żaden filolog się nie pochyli. Kiedyś uważałam to za ciekawe zjawisko. Potem za fascynujący fenomen. W przerwach, za pożyteczny wytwór algorytmów. Dziś uważam to za jedno z większych niebezpieczeństw. I wcale nie przez ten wzruszający moment dwusekundowego skanu obrazu, któremu nawet wiatru nie trzeba by przeminął. Mięsień to mięsień, może to i lepiej mieć zakwasy akurat w kciuku. Bardziej przykre są produkty takich motywów. Całe masy ludzi, którzy nauczyli się emocji od nowa.

Jestem biegła, ale na niektóre maratony się nie porywam. Daję się nabierać i manipulować. Z pustych oczu produktów na swojej drodze próbowałam wyczytać najpiękniejsze trylogie. Najdłuższe harlequiny powstawały z najkrótszych scenariuszy. Widziałam to, co zobaczyłaby moja mama w moim wieku. Zapominam, że wyrazy miłości, jak i całe języki, aktualizują się szybciej niż wszystkie dogmaty wiary zapisane w DNA ofiar losu takich jak ja.

Tak naprawdę nie chcemy dzielić łóżek. Chcemy mnożyć endorfiny, kosztem najtańszym z możliwych. Lubimy spokój, pielęgnujemy swoją przestrzeń, cenimy czas, szanujemy jelita. Złogi przesuwamy wyżej. Z ludzi korzystamy, ale tak, by nocą zasypiać spokojnie. Uzbrajamy mózg w tak twardą zbroję usprawiedliwień, że kodeksem moralnym podcieramy sobie dupę. W najlepszym wypadku kupujemy kredki i układamy od nowa swój alfabet.

Uczę się na błędach. Za wolno, by puścić wszystko w niepamięć lekką ręką. Ścisłym umysłem próbuję panować nad zbyt luźnym utkaniem reszty ciała. Im więcej relacji tym więcej wplecionych produktów w jego oczka. Życie obok Tindera nauczyło mnie strachu. Jego specyficzność polega na tym, że tindera nigdy nie miałam. Wchodzę pewnie do pokoju. Pomiędzy jednym zakrętem czołowym a drugim widzę ściany, telewizor, biurko. Gdzieś w głębi obok ośrodków wzroku, słuchu, emocji stoją książki, stoi łóżko. Na ścianach wiszą zdjęcia a w powietrzu, w powietrzu też coś wisi. Pośrodku widzę oczy, tak niebieskie, że  wskakuję zanim sobie przypomnę, że nie umiem pływać. Wchodzę w to jak w Fabrykę Andy’ego Warhola po to, by się niedługo przekonać, że zostawię tu więcej niż bym chciała. I że to tylko kserokopia. A potem powstaje ‚8 kobiet’. A potem ja o tym piszę.

Maryla śpiewała niech żyje bal. Mówiła, że on nie jest wart jednej łzy. Ale już abstrahując od tego my śpiewamy w innym Balu. Śpiewamy dla tych, którzy łzy zbierają jak trofea. Dobroci w nas na szczęście wystarczy, by nie robić sobie złudzeń.  Chcemy bogini a wybieramy plan be. Kiedyś czekało się aż dojdzie list. Jeden, drugi, trzeci. Dziś się czeka aż się dojdzie samemu. Z czwartą, piątą, szóstym. Byle szybciej. A potem byle odejść. Ja w tym wszystkim dochodzę chociaż do jakichś refleksji.  Przesyłam w cyberprzestrzeń swój list miłosny do wszystkich zbłąkanych dusz, które nawet go nie przeczytają. I nawet mi na tym nie zależy. Uderzam w litery tak cicho jak tylko potrafię i tak lekko, by na koniec o tych słowach pamiętała tylko moja czarna klawiatura. Nie chcę nikomu pomagać, zabawiać ani zbawiać, bo i tak wszyscy spotkamy się w piekle. List miłosny Wam napisałam. Na miarę naszych czasów. Na miarę mojego MacBooka Air i strony, za która zaraz przyjdzie opłacić mi hosting. Pewnie niczym się nie różnimy, a jednak pragnę wierzyć, że gdyby ucięto nam wszystkim palce i tak byśmy się odnaleźli.

Wreszcie, wszystko to, niestety, daje nadzieję na to, że można mieć ideał. Że pierwsze koty za płoty, potem gęsiego za drugim, trzecia już prawie perfekcyjna, ale można lepiej. Przesuwają w lewo, posuwają też na prawo. Mając już w garści stabilną łódź porywają się na każdy okręt na horyzoncie, bo odwagi nie brakuje. Aż w końcu trafiamy na mnie. Trzeba mieć szczęście, by do tego doszło, bo ja ani w rejsy, ani wpław. Ale jak już się przydarzę, to nie z przypadku i nie bez zasady. Lubię się poprzypierdalać a żaglami produktów wycieram sobie mokre stopy. Ale ostatnie czego pragnę, to komukolwiek zawracać rzeki bieg. Ja się po ludzku o Was boję. Tak więc wyrzucam tylko te listy w butelkach pod wasze dzioby z nadzieją, że jeśli nie zostaną otwarte, to może chociaż wpadną w odpowiednie turbiny.

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Magda, dlaczego ty jeszcze nie masz tysięcy odbiorców i książki na swoim koncie? Bardzo dobry tekst, uwielbiam twoje szalone porównania i styl totalnie na wyjebce – o ile tak to się w ogóle piszę.

    • Serducho za tę opinię! Nie potrzeba mi tysięcy 😉 A co do konta, to spokojnie się wszystko odkłada, tak jak być powinno! Dziękuję w swoim stylu!

      • Oooo, „styl totalnie na wyjebce” to jest dokładnie to określenie, którego brakowało mi przy diagnozowaniu Twojej pisaniny! (Którą, notabene, mam nadzieję, że wiesz, że uwielbiam)

        • Ha, no teraz wiem i teraz dopiero czuję się w takim razie spełnionym bytem na planecie blogosfery ;D

          • Książkę napisz. Choćby dla samych tabloidów, na których stanie jak ament w pacierzu: Wonder Magda – prekursorka stylu „na wyjebce”.

            *tłumy szaleją*

          • Magda

            Zrobię to. Człowiek nie jest taki, ze by nie zrobił. Wonder człowiek ze pełnosprawnymi palcami 🧠👌🏻