ŚLADY

Najpierw tytuł. Dotarł do mnie pocztą pantoflową. Potem okładka. Przy pomocy bloga Hani i Kaca Killera, zakorzeniła się gdzieś głębiej niż inne dotychczas. Podobnie zresztą jak i opinie. Przypadkowym, rzecz jasna, trafem dane mi było połączyć, wszystkie oderwane od siebie kawałki w jedną całość, kiedy na 10 min przed zamknięciem Empiku wstąpiłam jeszcze na chwil parę, a nuż się coś trafi. No i się trafiło. Wzięłam do ręki, otworzyłam, zamknęłam, odłożyłam, odeszłam. Po czym wróciłam i kupiłam. Przyznam, że najbardziej skusiła mnie naklejka na samej górze. I całe szczęście, że wtedy chociaż to.

Co ważne, naprawdę nie lubię ciepłych i mdłych recenzji o niczym. Bez pointy. Bez śladu emocji i iskier. O tej książce słyszałam z konkretów niewiele a właściwie nic. Że zostaje w pamięci, że kunszt pisarza, że o życiu, śmierci, ludzkich odsłonach, no i najważniejsze- musisz Magda przeczytać, bo no taki ślad w Twojej głowie po tej pozycji pozostanie, że zobaczysz. I po wielu takich zderzeniach z mgłą, pomyślałam, że może mi w końcu się uda stworzyć coś konkretnego. Być może ja zauważę ten jasny, precyzyjny cel. Uderzę i się z Wami podzielę.

Niestety. Po zamknięciu książki jedyne co zauważyłam to to, że rozumiem tych wszystkich ludzi, którzy wzięli się za budowanie opinii. Mam wrażenie, że najbardziej w punkt mógłby o tej pozycji wypowiedzieć się tylko Jakub Małecki.

Do czytania przysiadłam sobie rano. Z herbatą, jabłkiem i trochę zbyt bezczelnym jesiennym słońcem. Szykowałam się na coś o wiele lżejszego, niż się okazało już po pierwszych stronach. Od razu lekka konsternacja w połączeniu z zażenowaniem, które w duecie podsyciły tylko ciekawość. To, co od razu we mnie zagrało to klimat. Nawet niekoniecznie na podstawie dokładnych opisów miejsca, ale ten metafizyczny. Jeśli już miałabym się silić na zobrazowanie, to oscylowałby wokół ciemnego, zamglonego zagajnika. W tle chwasty, dużo ciemnej zieleni, cisza, starość, izolacja. Czarno, brązowo, lekko sino i brudno. Taka moja mała, subiektywna dygresja.

Druga istotna kwestia to fakt, że tę książkę czyta się błyskawicznie i najlepiej ją właśnie połknąć. Na raz. Wtedy można zrozumieć i powiązać ze sobą wiele schematów najsprawniej. Za pierwszym razem rozłożyłam ją na tysiąc rat, przy okazji autobusu czy innych okolicznych czasów wolnych i niestety albo stety musiałam przeczytać ją po raz drugi. Maksymalne skupienie jest tutaj istotną kwestią, ponieważ z pozoru nieistotne imiona, zdarzenia, wzmianki odgrywają kluczowe role.

Książka ta, to zbiór opowiadań, jednak niech nikogo to nie zraża, tak jak głupią Magdę jeszcze tydzień temu. Jak dla mnie to trochę tak, jakby autor stworzył nowy rodzaj zapisu. Opowiadania, które zazębiają się ze sobą na tyle, że możnaby mówić tu o ciągłej akcji rozdzielonej przecinkami perspektyw. 

Mogłabym napisać, że punktami wspólnymi wszystkich opowiadań są rozterki, bóle, rozczarowania, niejednokrotnie brak happy endu, może jakiś wzdęty brzuch nad ranem, śmierć za życia, śmierć gwałtowna i niewybaczalna, strach czy przemijalność, ale naprawdę nie chcę spłycać tych historii. Moją ulubioną, jest Jula. Czy to przez zbieżność imion i nazwisk, czy może zdarzeń, nie wiem.

img_9360

Pozycja tak oryginalna, jakby autor wynalazł nowy sposób łączenia liter. Co do okładki, to na pewno jest to w jakiejś części pigułka i symbol wnętrza. A fakt, że zajebistość bije od niej na dwie mile mówi samo za siebie.

O ile w przypadku Małego życia miałam ogromny problem z przemijalnością i grą czasu, tak tutaj odczuwałam go całą sobą, jeszcze intensywniej, niż zostało to opisane. A porównajmy tylko ilość stron, które w obu przypadkach zostały temu zabiegowi poświęcone. No właśnie.

Czy jest to zbiór za krótki? Nie wiem. Jak dla mnie wystarczył, żeby zasiać mnóstwo refleksji. Więcej, byłoby związane z jeszcze bardziej obszernym zapętleniem. Więcej, przybliżyłoby pozycję do wielu innych a właśnie w tej zwięzłości tkwi cała magia. Jedna strona książki potrafi przekazać całe tsunami myśli, które głowie każą wbić wzrok w okno, przynajmniej na moment.  Nie ma tu miejsca na zbędny tusz. Jeśli ktoś lubi inwestować w emocje, polecam.

Dla Eugenii, z drogi, wiatr szeleścił starymi, przeczytanymi wiele razy gazetami. Dla mnie aktualnie na kilka godzin po przeczytaniu ostatniej strony, wiatr szeleści Śladami.

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Zaciekawiłaś mnie tą recenzją! Przyznam szczerze, że nie słyszałam wcześniej o „Śladach”, ale wpiszę tę pozycję na listę moich książek „do przeczytania”. Chociaż wiem, że niby nie powinno się oceniać książki po okładce, to ta też bardzo mi się podoba 🙂

    • Koniecznie wpisz, ale żeby na wpisie się nie skończyło, bo na pewno nic nie stracisz. W najgorszym wypadku stwierdzisz, ze zmarnowałać jakieś 2-3h, bo pożera się ją w całości 😉

  • Składam tu apel do wszystkich ludzi świata. Proszę się nauczyć raz a porządnie, Wy, wszyscy ludzie świata, że Kaca Killera się odmienia jak imię i nazwisko. Dziękuję za uwagę, ludności tego świata.

    A co do recenzji, to nie wiem czy właściwie odczytałem Twoje intencje (w sensie nie wiem czy lubisz inwestować w emocje, conie [choć podejrzewam, że tak]), ale chyba Ci się podobało, nie? No to cieszę się, że Cię nie zawiodłem.

  • Rzeczywiście okładka intrygująca…Twoja rekomendacja również, zobaczyłam oczami wyobraźni jak otwierasz, zamykasz i odchodzisz i potem wracasz…przy okazji na pewno przeczytam, może dowiem się, jak łączyć na nowo litery 🙂

  • Uwielbiam książki napisane z rożnych perspektyw, dla mnie są o wiele ciekawsze niż te, w których akcja toczy się cały czas widziana oczami jedynie jednej postaci/narratora. Teraz powinienem mieć zakaz czytania wszelkich recenzji książek, bo teraz najchętniej pobiegłbym do księgarni 😀 Przynajmniej mogę dodać ją do mojej listy „do przeczytania” (za to jeszcze nie muszę płacić).