Chcesz uparcie znaleźć wszystko, kończysz z niczym- realizm w związku, czyli niekonieczne skreślić.

To nad wyraz ciekawe, że Małe życie cieszyło się u mnie tak niepochlebną recenzją (klik), a jednak już któryś raz z rzędu powołuję się na jej okropność. Kilka smaczków bowiem swoim błyszczącym okiem wyłapałam i jeden z nich okazał się zbyt ujmujący w swej prostocie, by go tutaj, na moich kartach, zabrakło.

Jak już zdążyłam nadmienić, inspiracją okazała się książka Małe życie- Hanyi Yanagihary . Ten kto czytał, wie, że związek Willema i Jude’a był, nawet jak na obecne czasy, dość kontrowersyjny. Pominę subiektywną dygresję, że cała ta relacja była jednym wielkich chaosem, wiedzionym chorymi pobudkami, działającym na siłę i słowo honoru; a powstrzymam się dla Willema, bo jego akurat trawiłam najbardziej. Otóż ten mój ulubieniec dopuszczał się rzeczy z pozoru karygodnej, mianowicie zdrady. Słowa tego użyłam na wyrost, ponieważ odbywało się to wszystko za zgodą, a nawet namową Jude’a- jego partnera, który miał ogromne problemy z seksem, przez liczne gwałty, dziecięcą prostytucję, znęcanie psychiczne i inne trele morele. Nie mógł więc spełnić się na tym gruncie z osobą, którą kocha, jednak, jak widać, nie stanowiło to przeszkody.

I tutaj powoli kończy się wstęp, ponieważ poprzez ten skrajny przykład przejdę gładko do kolejnego, bardziej życiowego, czyli przypadku Romana. Roman ma żonę. Za piękną jak na moje i Twoje standardy, jednak adekwatną do portfela i profesji Romana, nie byle rzemieślnik a sam Zeus. Niczym szósty owoc Rei, choć tak dokładniej wypierdział go Harvard. Rzecz w tym, że, jakkolwiek piękna i lojalna, żona odznaczała się również lekkimi brakami w inteligencji. Głupia była. Mało to takich? Roman tępy nie był, lecz z czasem zauważył, że w rozmowie z żoną często wszystko upraszcza, bo na twarzy damy maluje się grymas zagubienia. Znajomi wiedzieli, że Roman zdaje sobie sprawę z ułomności żony i własnego małżeństwa a pojawiające się pytania kwitował:

No cóż, jeżeli mam ochotę na dobrą rozmowę, to mogę zawsze pogadać z przyjaciółmi, no nie?

I teraz Willem już nie łapie się za głowę. Kiedyś wybór Romana budził w nim fascynację. Teraz jednak już wiedział, że zawsze się coś poświęca. Bo tylko w filmach i książkach, zetkniemy się z superofertami drugich połówek. Starter pack: wsparcie finansowe, przyjaźń, poczucie humoru, dopasowanie seksualne, dobroć, wysokie IQ, zgranie gustów, lojalność i nieskazitelna twarz. Tylko rzecz w tym, że w prawdziwym życiu rybka spełnia tylko trzy życzenia. Zatem, możesz wybrać tylko 3 z tych rzeczy. I koniec. Przy dobrych wiatrach 4. Ja bym to nazwała pokorą. Bo..

Pokora

Jest tą drewnianą strzałką na horyzoncie, kiedy przemierzasz szlak i nie wiesz, czy kiedykolwiek  pojawi się w zasięgu wzroku jakaś bratnia dusza. Ta strzałka zawsze pomaga zrozumieć więcej.

W realnym świecie trzeba się jej nauczyć i wyzbyć tego paranoicznego szukania pigułki, w której zaklęty będzie sproszkowany ideał. Decydujesz się na 3 rzeczy, których najbardziej oczekujesz od partnera; takich, bez których nie wyobrażasz sobie życia, a potem szukasz. Ale tym razem z większą wyrozumiałością.

Nie widzisz, że to pułapka? Jeżeli będziesz się upierała znaleźć wszystko, skończysz z niczym.

break, mindful, personKiedyś naprawdę myślałam, że da się przyciągnąć, jak magnes, kogoś idealnego. Jak ja. Bo przecież ja jestem idealna. Stworzona z gwiezdnego pyłu pośród masy wypełzłej z popiołu. Myślałam, że aby odnaleźć spełnienie i być dumnym u celu, należy koniecznie narzucić wszystkie te filtry wymienione wyżej. Do głowy nawet mi nie przyszło, że moja połówka miałaby być wybrakowana. Smutne to w końcu.. Ideał. To jest to. Wtedy będę szczęśliwa.

Tylko czy Roman nie miał aby racji?

On wybrał urodę i uległość, i najpewniej jest to dla niego wygodne. Ktoś inny, po wyhasaniu się stwierdzi, że wartości, które sprawdzają się w przypadku osób, z którymi sypia, niekoniecznie są tymi, z którymi chciałby przeżyć całe życie. Ja, mogę śmiało stwierdzić teraz, bo mądrzejsza jestem i mogę, że w moim przypadku to wierność, poczucie humoru i wsparcie. Jestem chodzącą depresją, więc mile widziane są szczególnie dwie ostatnie cechy.

Jeśli chcę spędzić pół dnia w galerii handlowej, wezmę ze sobą przyjaciółkę. Jeśli dopadnie mnie przemożna ochota zbicia sadełka i dwugodzinnego biegu, wezmę słuchawki i mp3. Jeśli, w końcu, zapragnę pogadać z kimś o dobrej książce z beznadziejną ekranizacją, przy kawie czy winie, znajdę sobie towarzystwo, godne moich zażaleń. A uświadomienie sobie, że nie da się składać reklamacji na ludzi, których sobie tak precyzyjnie wymarzyliśmy przez dekady i że ten grzyb aka partner, wgapiający się w CS przez kilka godzin, wcale nie musi być być najlepszą przyjaciółką, ojcem, mentorem i wszystkimi znajomymi w jednym- może okazać się zbawienne.

I teraz wcale nie uważam, że związek idealny to taki, w którym obie składowe są perfekcyjne, tylko ten, w którym obie niedorobione jednostki uświadomiły sobie, co chcą uczynić wartościami nadrzędnymi oraz co najlepszego mają do zaoferowania. I spróbowały. Połączyć swoich kilka drobnych cech w jedność. Bo w końcu 6 cech to już prawie przedsionek nieba, no nie? ;).

(Wszystkie cytaty i wytłuszczone sprawy pochodzą z wspomnianej na górze książki Hanyi Yanagihary- Małe życie )

Chwila, kiedy widzę swoje dzieło jako myśl skończoną. Chwilo trwaj.

Miłego małego życia moi najmilsi!

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Ja jakiś czas temu dostałem ulotkę od przemiłej pani z ofertami matrymonialnymi (do tej pory nie wiem czy to jakaś sugestia z jej strony) , bez czytania wrzuciłem ją do kieszeni. Kiedyś nudziło mi się w barze, więc stwierdziłem, że sprawdzę, co na tej ulotce jest napisane. No i wiadomo – większość ogłoszeń to było coś w stylu, jak pisałaś, „poznam zabawną, otwartą i pewną siebie kobietę/mężczyznę”, ale trafił się jeden rodzynek – Pan Mariusz. Dość wymagający facet, bo w ogłoszeniu napisał: „Poznam kobietę najlepiej starszą ode mnie, z poczuciem humoru, lubiącą zajmować się domem. Renta inwalidzka mile widziana”.

  • Nie czytałam jeszcze, może jednak powinnam sie skusić. Myślę też, że każdy z nas (choć może i ktoś usilnie chciałby zaprzeczyć, że on nie), miał i na peweno inni dalej mają tak, że szukają tej idealnej drugiej połówki. Jednak coś takiego nie istnieje. To my je tworzymy. Trzeba nauczyć się żyć ze swoimi osobistymi wadami i zaletami oraz z wadami i zaletami drugiej osoby i wtedy tworzyć całość.

    • Teraz można tę cegiełkę dostać za marne grosze, tak więc już samo to kusi i dobrze, że kusi. Ja swoje zdanie ukułam dość wąsko i niepochlebnie, ale koniec końców cieszę się, że Małe życie przeczytałam 😉 Masz całkowitą rację, chociaż z tym ideałem to zależy przez jakie okulary się patrzy. Moja druga połówka jakkolwiek wyszczerbiona, dla mnie jest idealna w każdym calu 😉 Chociaż przyznam, że mam od jakiegoś czasu wybitnie dobry humor, więc może stąd te konkretne komplementy ;D

      • Ja najpierw muszę rozprawić się z książkami, pod którymi ugina mi się regał… 🙂 Postanowiłam sobie (i nawet nieźle mi idzie) nie kupować nowych książek, dopóki nie wyczytam tego, co mam 😀

        • Piona! Również mam takie założenie, chociaż ostatnio, kierowana podświadomością, zamiast kupić kolejną książkę, pożyczyłam ją od przyjaciółki.. Efekt, mimo zachowania pieniędzy w portfelu, nieporządany, bo jednak stolik nocny obrasta w siłę i w końcu muszę się za niego zabrać!

          • Znam to zbyt dobrze, dlatego ruszyłam u siebie temat ogarniania przestrzeni. Namnożyło się u mnie zbyt wiele rzeczy. Teraz to porządkuję i stawiam na minimalizm 🙂

  • Nie dość, że trafiłam do Twojego pokoju dopiero dzisiaj (dlaczego?!), to okazało się, że był to idealny moment. Tkwię obecnie w sytuacji, w której muszę poważnie zastanowić się, czego oczekuję od swojego związku. Do tej właśnie chwili wymieniałam sobie w głowie za co daje mu dychę, a za co wolałabym kopnąć w dupsko i co się okazało, że cholera jasna, masz rację. Skoro najważniejsze cechy, za które, nawet w dobry dzień dostaje 11, stanowią całkiem zacne podium to niech sobie ma te swoje farmazony i filozofowanie. Nie przesadzę, że uratowałaś właśnie 9-letni związek, a na pewno zmieniłaś moje postrzeganie. DZIĘ-KU-JĘ-(MY?) ♥

  • Moim zdaniem relację tych dwóch bohaterów mimo wszystko trudno nazwać związkiem. Sam Willem zresztą kilka razy odcinał się od prób określania go gejem, twierdząc, że nie jest z mężczyzną (jako takim) tylko z Judem.

    Według mnie był to raczej jakiś rodzaj nad-przyjaźni; czegoś, co pierwotnie zrodziło się między czwórką bohaterów, ale swoje apogeum osiągnęło właśnie w duecie Willema i Juda. To, co ich łączyło, było z jednej strony wyidealizowane, a z drugiej jakoś tak szaleńczo proste i naiwne, nieprawdaż? Nie było tam docierania się, oceniania, przeciągania na swoją stronę. Była za to wyrozumiałość, wsparcie i nieustanne pragnienie przebywania ze sobą.

    Zauważ, że w przyjaźni mniej wymagamy niż w miłości, a zarazem bez większego wysiłku coś z siebie dajemy. Uwielbiam „Małe życie” właśnie za to, że pokazuje, że przyjaźń nam (ludziom) naprawdę dobrze wychodzi.

    • Też raczej nie wpychałabym ich relacji w ramy pospolitego związku, bo, tak jak mówisz, była to raczej kontynuajca przyjaźni z pewnymi bonusami. Mimo wszystko, myśląc o nich, mam mieszane uczucia w stronę negatywnych. Ten „związek” był stworzony jakby w warunkach laboratoryjnych, w dużej mierze na siłę, na próbę i w najlepszych momentach można było powiedzieć, że jakoś to idzie. Nie jestem fanką aż takich poświęceń.