Im dalej tym lepiej

Dziś 24 listopada, dla cudownej większości z Was, dzień jak każdy inny. Dla mnie również. Oprócz tego, że za równo rok będę dwudziestką. Dziś mam co mam. A kończę właśnie 19.

Moja kora mózgowa fałduje się nieustannie. Mam nieodparte wrażenie, że w zależności od dnia, potrafi wyprostować się na baczność i uformować na wzór podlaskich pól- płaskie, jakby nieskażone lądolodami kenozoiku, przyjemne dla oka i ciągnące się po horyzont. To mnie programuje na szczęśliwą i zadowoloną z życia 13latkę, czyli stan bardzo wygodny. Najczęściej jednak, moje półkule pokrywa łańcuch Karpat, tak, że stojąc przy lustrze, już prawie widzę wszelkie wypukłości i wklęsłości, które malują się wewnątrz czaszki. Wtedy nie jest kolorowo, staję się mentalnym Freudem, snuję psychoanalizy i studiuję histerię.

W dzieciństwie nie byłam tak skomplikowanym tworem. Raczej prostą, ułożoną dziewczynką z burzą loków i mleczną cerą. Nie zadawałam masy pytań, jak na pięcio- czy sześciolatka przystało. Nie robiłam problemów i płynęłam z prądem. Mam wrażenie, że pół mojego dzieciństwa przesiedziałam potulnie na metaforycznej ławeczce w oczekiwaniu na tatę (dla niewtajemniczonych punkt Od przedszkola). I za każdym razem, gdy przejeżdżam obok tego małego, kolorowego budynku przy Sosabowskiego, budzi się we mnie dawne dziecko, z tym że druga jego strona. Wściekła, rozżalona i niewdzięczna. Zbuntowana. Chociaż nadal urocza.

bun, girl, hairs

Jeśli powiem, że ta gorąca chęć „bycia dorosłym”, wykiełkowana w dzieciństwie, u mnie nie minęła a wręcz się nasiliła, to pewnie znajdę się wśród mniejszości. Kiedyś myślałam, że zawsze będzie tak ciężko. Walka o uwagę, o byt w stadzie rówieśników, o pozycję, o własną niszę, o wyniki itd. Nastawiałam się naprawdę bojowo, jednak odnoszę wrażenie, że świat dzieci w porównaniu do świata dorosłych ludzi, to horror słabej produkcji. Oczywiście nie mówię tutaj o tych ładnych, filigranowych blondyneczkach z niebieskimi oczami i najlepszymi zabawkami, która z umiejętnością mówienia ‚r’ już się urodziła. Takie to zawsze każdy lubi i szanuje. Gorzej jak się jest knypkiem, który się wszystkiego boi, przeprasza za swoją obecność, albo, co gorsza, zsiusia się raz ze stresu…. Jak będziecie mieli dzieci, to zabrońcie im siusiania ze stresu w majtki. Potem próżne próby odtratowania godności i znajomości. RIP †

O złośliwości, kradzieżach, zazdrości, konfliktach zbrojnych, o gnębieniu, fałszywości i podkładaniu sobie kłód pod nogi nie dowiedziałam się po raz pierwszy w liceum, gimnazjum czy podstawówce. O nie nie. P r z e d s z k o l e. Miejsce pochówku mojej wrażliwości. Tam trzeba było przychodzić z gotowym planem ewentualnej zagłady. Wrogów można było jednym nieodpowiednim ruchem mieć pod koniec dnia na pęczki. Tak teraz myślę, że jedynym słusznym krokiem byłoby wrzucenie tam konia trojańskiego, ażeby ten system rozpierdzielić od środka. Merytoryczna uwaga.

clown, fear, horrorBo teraz, to jest moi drodzy, wolność. Wolność i swoboda w kontekście dorosłości. Gwarantuje nam to chociażby art. 14, 25, 49, 53 oraz 54 Konstytucji RP. Do przedszkola, jak widać, ten akt prawny jeszcze nie dotarł. Tam obowiązuje totalitaryzm.

Ileż to ja musiałam się w życiu nakłamać na tematy różne i różniejsze, to tylko ja wiem. Począwszy od tego, że umiem pływać, bo przecież 3/4 pięciolatków już od 6 lat uczęszczało na najlepszy basen w mieście. Że „naprawdę, przysięgam, mam tego Furbiego, ale w domu, nie mogę przynieść, bo mama nie pozwala”- za każdym razem, gdy chciałam wstąpić do grupy dzieci szanowanych.. swoją drogą idealny wyznacznik. Kilka lat później kłamałam, że na wakacje jeździmy Bóg wie gdzie nie bacząc na koszta, bo głupio zostać wykluczonym za taką błahostkę, przez dzieci, które przeżyły więcej podróży, niż mają pampersów. Tak więc- im dalej, tym lepiej.

Czy teraz kogoś wzrusza to, że mimo dyszek na koncie, ktoś nigdy nie leciał samolotem? Albo nie był na koncercie? Albo nie umie jeździć na łyżwach/rolkach/rowerze… Przyznaj, że nie. I przyznaj, jak głupio byłoby się przyznać do tych wszystkich niedociągnięć przekraczając próg przedszkola…

.

.

.

A może tylko ja edukację zaczynałam od więziennego kręgu…

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Na wstępie – wszystkiego najlepszego! <3

    A teraz po wstępie – są jeszcze jednostki, dla których jedną z opcji na dowartościowanie się jest wymyślanie takich przedszkolnych bajeczek, w stylu "magisterkę będę robił w Warszawie", "zaliczyłem w tym roku kilkanaście dziewczyn", "prawo jazdy zdałem za pierwszym razem". Serio, zdarza mi się spotkać takich ludzi z kilkuletnią dwójką z przodu. Bo co? Bo jak magisterka w Warszawie, kilkanaście kobiet w roku i prawko za pierwszym razem to wyznaczniki zajebistości? Zajebistość jest wtedy, gdy się tę osobę nakryje na takim kłamstwie. I tu się pochwalę – jeszcze w liceum znajomy robił prawo jazdy, spotkałem go na przystanku i w rozmowie wyszło, że skończył pięć dodatkowych godzin jazd, bo trzy razy już nie zdał (nie wiem czy to nadal obowiązuje) i za 2-3 dni ma następny egzamin. Nie wiem czy to skleroza czy głupota, ale jak tydzień później chwalił mi się, że zdał, to mówił, że za pierwszym razem… Ale jakoś nie chciałem mu przypominać o rozmowie sprzed tygodnia. 🙂

    • Dzięki <333
      O Kacu, jaka anegdotka ;3 Król życia jak 150. Tak teraz po komentarzach i przemyśleniach dochodzę do wniosku, że każdy ma swoje metaforyczne przedszkole, które wspomina z nutą swędzenia w okolicach nosa.

      • A u niektórych te metaforyczne przedszkole trwa całe życie, tylko nie wiem, czy to ma jakiś sens. 😀

  • Dobre:). Przede wszystkim wszystkiego najlepszego:). Muszę przyznać się, że ja do przedszkola nie chodziłam, do tej pory żałowałam, no ale cóż, widzę że udało mi się ominąć więzienny krąg;).

    • Dziękuję! No i muszę przyznać, szczęściara z Ciebie 😉

  • Och, spóźnione wszystkiego najlepszego!

    Ja przedszkola nie wspominam tak źle, ale może 4 lata różnicy między nami robią różnicę. Pamiętam chowanie mięsa pod ziemniaki, huśtawkę z opony, krojenie dżdżownic łopatką i to, że ktoś zabrał moją lalkę. Swoją drogą bardzo mnie to zastanawia: czy rodzice serio nie zwracają uwagi na to, z czym dziecko wraca z przedszkola?
    W każdym razie nie przypominam sobie, aby przedszkolny okres był dla mnie jakkolwiek przykry. W gruncie rzeczy to był chyba najbardziej lajtowy okres w moim życiu. Podstawówka i gimnazjum były znacznie mniej fajne, bo dzieci się ze mnie śmiały, bo miałam „krzywą twarz” (rozszczep wargi i podniebienia, Google serwuje naprawdę brzydkie obrazki – nie polecam). W przedszkolu absolutnie nikt nie zwracał na to uwagi – tak, jak teraz nie zwraca.
    Niemniej, dorosłe życie serwuje mi na tyle dużo uciech, że nie chciałabym wrócić nawet do czasów przedszkola.

    • Po pierwsze- dziękuję!
      Po drugie, myślę, że okres przedszkola można śmiało łączyć z okresem podstawówki. Cudów nie ma a dzieciaki się tak szybko nie resocjalizują. Uczcijmy minutą ciszy, nasze kiepskie momenty dzieciństwa..

  • Kiedyś nie zadawałaś tylu pytań to teraz musisz podwójnie nadrobić. Nadszedł może czas spóźnionego buntu! :-D. Albo to efekt tego co zrobiło z Tobą przedszkole. Nie bez powodu mówią,że ono zmienia ludzi. Raz przekroczysz progi przedszkola i już nigdy Twoje życie nie będzie takie samo… Ryje banie na maxa.
    Sporo po czasie,ale mimo to -Wszystkiego Najlepszego i owocnego fałdowania kory mózgowej 😉

    • Dzięki dzięki! Hah, gdybym miała w sobie tyle sił witalnych, pewnie bym uskuteczniła jakiś bunt stulecia. Jednak przez wrodzone lenistwo i nie zaopiekowaną anemię- nie chce się ;D

  • Aż wyrywa mi się z gardła ‚biedne dziecko’! Niestety masz rację – nie ma gorszych stworzeń niż małe dzieci, które na potęgę są rozpieszczane i same lepiej wiedzą komu należy się szacunek i miejsce w ich paczce, a kto na zawsze zostanie ‚wyklęty’ z grupy. Przedszkole raz, drugie piekło rozpęta się w podstawówce. I miej czelność mieć trochę za dużo kilogramów, nosić okulary, albo uczyć się na szóstki z plusem… Z tej perspektywy chyba dobrze być już dorosłym 🙂

    • Jak dla mnie- najlepiej. Mimo wszystkich przeciwności losu, przynajmniej jestem panią swojego życia. Kiedyś ogarnięcie własnej tożsamości, asertywność, kroczenie pod prąd, były hasłami tak obcymi, jak dzisiaj dla mnie historia starożytnych cywilizacji. Dlatego teraz będę sobie w spokoju pielęgnować przemijanie 😉

    • Dokładnie tak! Dzieci są niesamowicie okrutne – o ile ludzi dorosłych stać na empatię i litość, to dzieci nie przebierają w środkach i potrafią sprowadzać inne dzieciaki do parteru bez mrugnięcia okiem.

      • Ale w gruncie rzeczy mówimy tu o winie rodziców i wychowawców, bo gdyby Ci ludzie częściej zwracali uwagę na to co robią ich dzieci, a nie tylko zajmowali się swoimi sprawami to można by było te dziwne sytuacje ogarniczyć do minimum.

  • Miałam to samo, ale chyba wiem, dlaczego tak się zachowywałam. Odnosiłam wrażenie, że niezależnie od levelu edukacji jestem trochę dojrzalsza od rówieśników… A ponieważ opiekunowie/nauczyciele traktowali wszystkich jak jedną szarą masę, zmyślałam jak z nut, żeby zaimponować „dorosłym”.

    Moje najlepsze kłamstwo było o kurach, które mama trzyma na balkonie (bo stwierdziłam, ze to oryginalne zwierzątko domowe).

    Na szczęście dziś zmyślam tylko wtedy, jak się spóźniam na spotkania – chociaż staram się w te moje zmyślunki nie wplatać już kur.

    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

    P.s. Odwoływanie się do Konstytucji w obecnej sytuacji politycznej, napawa mnie ostatnio jakimś dziwnym smutkiem… Tak jakby w każdej chwili miała zostać zmieniona, więc się boję 🙁

  • O proszę jakie opowieści 😀 coś w nich z siebie odnajduję. Masz rację, że żeby przetrwać trzeba było mieć nieźle rozwiniętą umiejętność bycia bajkopisarzem ale wiadomo to dla własnego dobra więc się nie zalicza pod kategorie kłamstwa i kłamstewka 😀 A dalej to spóźnione, bo mnie dopiero blogosfera na nowo wciąga, ale szczere wszystkiego najlepszego! <3

  • Mimo, że czasem sam byłem wyśmiewany to dumny jestem z tego, że byłem indywidualną indywidualnością. Miałem coś cenniejszego był nim szacunek od każdego kto tez by tak chciał ale się bał. Grunt to znaleść w życiu takich samych ludzi jak my, a trudno nam to będąc zrobić nie będąc szczerym sam ze sobą. Faceci mieli chyba łatwiej w tym wieku, może nie w tych czasach obecnych bo teraz tak się nie robi ale we wcześniejszych, odpowiedzią na wszystkie krzywe spojrzenia był wpierdol jak ktoś nie szanował naszego zdania i tego, że mam w dupie to, że wy wszyscy macie Tamagotchi, wielkie segregatory z karteczkami i fajniejsze ciuchy, ale co do tego „r” to też zazdroszczę 😉

    Wiesz, że lubię twoje teksty, nie musze tego pisać