Zogarnizuj się

Kropla przelała czarę, dziś o 20:04 czasu białostockiego.

W przedostatnim poście traktującym o moich złotych spostrzeżeniach na temat zmieniających się czasów w kontekście raczej internetowym i społecznym, aniżeli historycznym, napomknęłam o tym, jak chętnie popadliśmy jako glob w dezorganizację swoich rzyci. Nie ukrywam, że był to wątek najobszerniejszy, moje palce skrzyły się pod naciskiem białych klawiszy, ale dopiero w tym poście planuję faktycznie dopłynąć do brzegu.

Książki, periodyki, kursy, blogi, to dzisiaj w 70% poradniki. Poradniki zdominowały wszystkie płaszczyzny życia a każdy jego aspekt zasługuje na osobny poradnik. Począwszy od tego

JAK ŻYĆ SZCZĘŚLIWIE

po

MAGIA SPRZĄTANIA

Mam wrażenie, że teraz glob się podzielił. Jedna jego połowa stała się bezmózgimi nadwrażliwymi larwami, na czym korzysta druga, ta większa (!) połowa, która znalazła swoje powołanie w sypaniu poradami i uzurpowaniu sobie pewnych praw. Pomijam fakt, że samo istnienie zawodu coacha motywacyjnego, który tworzy wokół siebie jakiś gówniany teatrzyk próbując zastąpić psychologów i naszych rodziców na raz, jest potwierdzeniem tezy. Youtuberów, którzy, niczym stonki, szli szli aż w końcu odkryli spiżarkę ziemniorów i z niegasnącego apetytu defekują coraz to nowe „dzieła” z pobudek oczywiście czysto artystycznych. Pominę to wszystko, bo chciałabym się dziś zająć ludźmi trochę bardziej podobnymi do mnie, czyli odbiorcami.

Co się tyczy blogów, przez nie właśnie wykiełkowało mi to ziarno hejtu, który dziś tutaj wrzucam między słowa. Blogi od jakiegoś roku stały się moim nowym umilaczem czasu i kiedy tylko mam czas, wrzucam na ruszt jakieś ciekawe smaczki. W zakładkach wszelakich, mam naprawdę dziesiątki blogów, które przypadły mi do gustu, jednak ciągle mi mało i z wielką ciekawością wyszukuję kolejne pozycje. Od pewnego czasu towarzyszy mi przy tym dziwny grymas w okolicy czoła, ponieważ i na tej gałęzi poradnikowanie przejmuje stery. Najgorsze, że często, to najwięksi amatorzy łapią się za ulepszanie Twojego życia.

I teraz dochodzimy do sedna programu, bo, nie wiem co poszło nie tak, ale ludzię pokochali robić wszystko szablonowo. Teraz dopiero to do mnie dociera. Wpadliśmy w wielką spiralę braku czasu, zacierania się więzi, kruchości relacji itd. Nie dziwi mnie to jednak specjalnie, bo wybieramy coraz to ambitniejsze zawody i jesteśmy karierowiczami, jednak zadziwia mnie niezmiernie jeden istotny fakt- to, że w tym wszystkim krążymy wciąż w chaosie, dążąc do życiowej organizacji. Albo lepiej- biegając po kolejnych motywacyjnych kursach, tak naprawdę obieramy kurs na chaos.

I tylko czasami zastanawiam się, ile jeszcze poradników musi powstać byśmy zrozumieli, że nie są nam one potrzebne. Że na harmonię nie ma wzoru. Sprawa ma się podobnie, jak przy wychowywaniu dziecka. Moja mama przeczytała 20 lat temu 293618 poradników, jak radzić sobie z niemowlakiem, w tym „Poradnik kąpania noworodka” i wiecie co? W czasie, gdy ona była zajęta lekturą, mój tata metodą pób i błędów mył  moje pofałdkowane ciało, aż doszedł do wprawy. I kiedy w końcu książka dobiegła końca, okazało się, że ja już nie jestem noworodkiem.

Taka dygresja na zakończenie.

Polecam łapać życie a nie za nim gonić z poradnikami w obu dłoniach.

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Kurde, a ja się od jakiegoś czasu noszę z zamiarem napisania posta poradnikowego… Weź się weź i się uspokój weź. Niszczysz mi plan na wyjście z blogowej zamuły, Ciulasie.

    • Z Tobą też bym mogła.
      Wódkę pić, znaczy.

      • A po lajkowaniu postu o robieniu dobrze na fb już myślałem, że nie tylko wódkę pić.
        Słuchać wspólnie Cheta Fakera, znaczy.

    • Zauważ, ze ja sama napisałam kilka, które moznaby podciągnąć pod poradnik, w tym „kilka wskazówek na problemy ze snem”, ale mimo wszystko są tam same autorskie pomysły na poprawę konkretnej części życia, ktora, nomen omen, spędza niektórym sen z powiek. Jesli natomiast nasmarujesz cos bezużytecznego to bede pierwsza, ktora rzuci w Ciebie pustą flaszką 😉 Ciulu.

      • Zadaj sobie teraz jedno ważne, bardzo ważne, naprawdę bardzo ważne pytanie: czy Kac kiedykolwiek napisał coś, co było bezużyteczne? I odpowiedz sobie na nie.

        No właśnie. ZAWSZE! Więc staję z rozpostartymi ramionami i czekam na tę pierwszą pustą butelkę.

        • Chciałam jeszcze dodać, że bardzo mnie wzruszacie. Ciulasy <3

  • Absolutnie mogłabym z Tobą pić wódkę.

    • To na dobry początek wypijmy pojutrze jednego głębszego za mentalną zbieżność synaps 👯

  • Nie przepadam za książkami typu poradnik – chyba nie potrafię się z nimi zgrać – lubię jak jest krótko, zwięźle i na temat – by nie było tak jak w przypadku Twoich noworodkowych kąpieli 😉

    • Nie martw się, nie Ty jedna, poza tym , to dobrze o Tobie świadczy 🙂

  • Mnie się wydaje, że samo czytanie nic nie da, choćby to był najpiękniej napisany poradnik świata. Jak się to czyta to jest fajnie, człowiek czuje taką mega ochotę działania. Tylko często za czytaniem żadne działanie nie idzie i tu jest pies pogrzebany. A potem nam się wydaje, że to bez sensu, że nie działa. Jak nic się w życiu nie zmienia to nie działa. Ale masz racje wielu pisze o rzeczach wielkich jak stać się szczęśliwym, a czasem lepiej pokazać na swoim przykładzie jak mała zmiana może nas do tego szczęścia przybliżyć. Mniej górnolotności i będzie git 😉

    • Mnie też tak się wydaje, że tutaj leży problem. Ale jest też druga strona medalu. Czytając poradniki zmieniamy swój sposób myślenia, poszerzamy horyzonty a zmiana w życiu dokonuje się od myśli. Pewnie, że nie zawsze i nie wiele zmienia się po przeczytaniu tego czy innego poradnika, ale jeśli nasiąkamy jakąś treścią to sami z trudnością zauważamy, że za jakiś czas jesteśmy trochę inni 🙂

  • Podejrzewam, że chęć ulepszania życia innym, to taka mała forma „autoterapii” samo-motywującej (ja nie dam rady? ja?!). Cała reszta to frazesy w stylu „bądź szczęśliwy”, „dzień zaczynaj od pościelenia łóżka, a wtedy wszystko będzie ok”. Tymczasem wszystko mamy w głowie i nikt tak naprawdę nie wpłynie na nas skutecznie, dopóki sami nie weźmiemy życia w swoje ręce.