Walenty, cóżeś Ty uczynił dla ludzkości??

Tak to już jest z dzisiejszym światem, że bardziej od miłowania bliźniego, ekscytuje go miłowanie do wsadzania kija w mrowisko.  Bardziej od spokoju woli cyrk na kwadratowych kółkach. Jako że nieuchronnie zbliżają się Walentynki, postanowiłam zabawić się w tę grę i dołożyć swoich kilka groszy przemyśleń. 


Walenty z wykształcenia był lekarzem– bardzo szanujemy. Z powołania duchownym– przymykamy oko, w końcu stare dzieje. Gość, który złamał zakaz ówczesnego cesarza, zabraniającego mężczyznom w wieku 18- 37 ożenku, na rzecz bycia lepszym żołnierzem i błogosławił śluby młodych. Dostał za to rzecz jasna po łapkach, został wtrącony do lochu, zakochał się w córce strażnika, po czym jego dusza uleciała razem z głową, zostawiając po sobie list do lubej, który kończył się słowami „Od Twojego Walentego”.

Szczypta historii za nami moi mili. Jeśli więc ktoś po 1800 latach nadal bardzo przeżywa męczęńską śmierć Walentego i 14 lutego woli sobie wspomnieć kreację tego bohatera, zamiast oglądać zakochanych na ulicac, to owszem. Szanuję. Aczkolwiek dzisiaj chciałam złapać temat od innej strony, całkiem od historycznego aspektu oderwanej.

Wkoło mnie a także hen dalej, Walentynki ludziom jawią się niczym skunks. Już na miesiąc przed, wszyscy dumnie powtarzają żarty w stylu „Jak obchodzisz Walentynki?- Szerokim łukiem” . I nawet by mnie to śmieszyło, gdyby nie fakt, że tych żartów, żarcików jest mnóstwo i kiełkuje nowa moda na byciem cholernym hipsterem, tak więc zamiast uśmiechu mam na twarzy grymas. Zastanawiam się, na ile jest to wynik buntu społeczeństwa przeciw wielkim korporacjom sztucznie pompującym pewne daty, a na ile po prostu chęć wylania jadu przez ludzi zbyt samotnych, by mogli przejść koło tego święta obojętnie, nawet, jeśli go nie obchodzą.

Mimo, że bardzo bym chciała, niestety nie dano mi pierwiastka romantyczności. Jednak 14 lutego na widok całującej się pary nie rzucam racami, nie zdjemuję majtek i nie biegam po Rynku Kościuszki krzycząc Jebać zakochanych! 

Nie jestem również zwolenniczką kolejnych ton czerwonego plastiku, który okupuje półki sklepowe przez jeden tydzień lutego, ale mając już ładnych parenaście lat zdolność percepcji, umiem dostosować się do każdego dnia w roku. Nie daję się omotać szaleńczemu pędowi, który stoi w kolejce do kasy z dwumetrowym kawałem pluszu, trzema winami, czekoladkami, balonami, stosem kwiatków, trzema paczkami gumek, śmiesznymi okularkami, różowymi stringami i stertą innego badziewia. Tak samo, jak nie daję się ponieść dla nienawiści wiodącej lud na barykady swoich antywalentynkowych humorów. Ja stoję w środku i jestem niesłychanie szczęśliwa. 

„Ludzie powinni okazywać sobie miłość przez 365 dni w roku, a nie tylko jednego dnia!”

 Oczywiście, że tak, ale zastanówmy się, czy problem leży w tym jednym dniu, czy w całej reszcie, kiedy czułości brak. Poza tym to nie pierwsze i nie ostatnie przedsięwzięcie, kiedy ludzie nakładają maski. Maski, które wcale nie muszą być negatywne, jeśli spojrzy się na nie pod odpowiednim kątem.

PS. Wolę mieć tego jednego dnia maskę walentynkowego humoru, aniżeli klapki nienawiści na oczach.

HAPPY VALENTINE’S DAY XOXO

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Ach to walentynkowe święto zawsze będzie miało swoich zagorzałych zwolenników i jeszcze większych przeciwników. A dla mnie to ono w sumie jest neutralne. Nie obchodzę go jakoś hucznie choć w sumie i bym mogła, bo mam przecież z kim to teoretycznie. Ale nie wieszam też złych słów na tych co w ten dzień albo w tym okresie kochają zdecydowanie mocniej i efektowniej niż w pozostałe dni. Kochajmy się ot tak i szanujmy i tych co obchodzą i tych co nie rozumieją i wolą miłość przez cały rok. 😉

  • Lubię takie spojrzenie obejmujące więcej niż jedną stronę. Wbrew pozorom takie Walentynki mają swoje wytłumaczenie. Ludzie nie mają zwyczajnie czasu na czułości, bo są zarobieni. Taki „wyjątkowy” dzień bywa odskocznią jak długie weekendy czy święta. Z drugiej strony ludzie okazują sobie miłość na milion sposobów, lecz rynek zalewa stos ckliwych pierdółek i to jest gorzki smaczek. Myślę, że podpowiadasz bardzo trafnie, aby pośmiać się z tego niż ładować się przez ten dzień agresją.

    • No właśnie- odskocznią. Zastanawiam się, dlaczego ludzie nie poddają analizom wszystkich prezentów, ciepłych słów czy wyjść do miasta przez cały rok, ale akurat tego dnia stanowi to problem sam w sobie. Bo żałosne, bo mainstreamowe, bo wreszcie zbyt zachodnie a zachodu nie lubimyl… Nie dajmy się zwariować.

  • Bardzo mądry wpis. Mnie jest po prostu przykro, kiedy zawsze w okolicach Walentynek przez internet i rozmowy ze znajomymi przetacza się fala hejtu. Przecież to, że ktoś obchodzi to święto nie oznacza, że nie okazuje też miłości w pozostałe dni w roku! Poza tym fakt, że tyle osób dookoła nas znajduje drugą połówkę traktowałabym raczej jako dowód na to, że miłość jest powszechna i nas również może spotkać. Smutno mi, że nie umiemy się tym cudzym szczęściem cieszyć i tak po prostu mieć nadziei na lepsze. A zwolenniczką plastikowych serduszek też nie jestem – tak jak Ty będę gdzieś po środku. 🙂

    • Dokładnie tak! Zapomniałam dodać we wpisie, że totalnie nie widzę problemu w tym, że chłopak będzie tego dnia dla mnie trochę milszy i może zrobimy, czy pójdziemy gdzieś SPECJALNIE z tej okazji. Bez hejtu i spinania tyłka. I bez dogłębnej analizy, dlaczego dziś a nie przez cały rok i czy za tydzień też będzie tak fajnie…….. 14 lutego czekam na Cię w środeczku 😉 !

  • Nie znałam historii Walentego, no cóż, nie miał łatwo 😉
    Też jestem gdzieś pośrodku. Wszystko jest dla ludzi, nawet czerwony szajs. Gorzej, gdy ktoś wywraca swoje życie do góry nogami i narzuca na siebie jakiś przymus, bo CZTERNASTEGO COŚ TRZEBA ROBIĆ. Popatrzeć na Rajana Goslinga w La La Land, zjeść kolacyje za miliony monet, kochać się w drogiej bieliźnie. Wszystko, co nosi znamiona przymusu, szantażu emocjonalnego, przestaje być dla mnie w jakikolwiek sposób atrakcyjne.

    • No tu to masz rację. Szantaż tego dnia murowany a czekoladki na półkach to już prawie załadowane i odpezpieczone kałachy. Jakie szczęście, że wino dostałam w prezencie a wczoraj do mamusi przybyły zamówione książki. Mam się czym zająć, reszta globu mi niestraszna.

  • Wpis bardzo mi się podoba 🙂 a co do Walentynek.. zasadniczo dzień jak co dzień, tyle że bardziej „czerwony” i „przelukrowany” 😀 i to prawda, skoro ludzie się kochają, to powinni sobie to okazywać cały rok, a nie tego konkretnego dnia, wymyślonego mam nadzieję, głównie po to, żeby zbijać pieniądze na zakochanych… 🙂 ale co kto lubi. Ostatecznie to tylko jeden dzień w roku 😀 szybko się skończy i z witryn znikną czerwone produkty 🙂

    • No tak, oczywiście, że powinni, ale jedno nie wyklucza drugiego. Zamiast zastanawiać się, dlaczego tylko tego jednego dnia jest super, lepiej zadać sobie pytanie: Dlaczego przez całą resztę roku nie jest 😉

      • No prawda 🙂 w sumie na miłości i związkach to za bardzo się nie znam, ale… no wydaje mi się, że miłość trzeba pielęgnować. Ale jak para jest naprawdę w sobie zakochana to może sobie obchodzić walentynki codziennie 😀 bo tak przecież sympatyczniej, niż się na przykład wiecznie kłócić 😀

  • Obchodzenie walentynek to wybór. Tak samo jak wyborem jest miłość i demonstrowanie jej obecności każdego dnia. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy wybierają drogę nienawiści jako rekompensatę własnych braków, ale jednocześnie staram się nie ruszać tego, co śmierdzi. Bo i po co.

    • W punkt.
      Czasem sobie myślę, że ludzie tak bardzo pragną dobra na świecie i żeby wojen nie było i pokoju i spokoju też by chcieli ale kiedy przychodzi co do czego, to nie ma zmiłuj: HEJT. WOJNA. NIE BĘDZIE NICZEGO. ŻADNYCH WALENTYNEK. A mogłoby być tak dobrze i bez fajerwerków…