Moje pole słoneczników

Żeby uniknąć niedomówień- tak, mam swoje prywatne, żółte jak śnieg, pole, wielkie pole, dla Ciebie z tabliczką- WSTĘP WZBRONIONY, słoneczników, jak bum cyk cyk. Ale nie musisz mi wierzyć.

Od jakiegoś czasu, całą swoją uwagę poświęcam kilku rzeczom. Nagminne odświeżanie stron randomowych sklepów internetowych, co by w wakacje wyglądać jak miliony monet i żebyście się ślinili na mój nowy, flawesome kombinezon w polne kwiaty, albo okulary z palemką, ewentualnie termos z chrząszczem. To raz. Dwa- to kuracja moich podupadłych na zdrowiu włosów głowowych, które przez przeciągniętą anemię, wniosły pozew o rozwód. Bez orzeczenia o winie, chociaż tyle. Z jeszcze innej beczki, obiektem miłości mojej, ostatnimi czasy stała się również kotka Edward, znany pod wieloma innymi imionami, wcale nie ze względu na mój brak kreatywności i zdecydowania. Tak, to jest ona, ale historii tego kota i tak byś nie zrozumiał.

To jest Ziemia. Sprawy przyziemne w sensie. Ale jakby tak tylko stanąć na moment i wpatrzeć się dobrze w niebo, to jest tam sporo więcej niż ten prozaiczny ciąg wydarzeń, który ma miejsce każdego dnia. Tam gdzieś krążą sobie inne planety, są gwiazdozbiory i mali księża ( 😉 ), są meteoryty i drogi, i lisy, i moje słoneczniki tam gdzieś hen. Jakbyś się postarał to byś dostrzegł, zapewniam.

Bo czasem z bezsensownego biegu wydarzeń wyciąga mnie myśl, że kiedyś ktoś mnie na to pole słoneczników zabierze. Albo nawet ja sama. Sama się zapakuję i się zabiorę. To taka fantazja sensualna. Jak w filmach, chociaż chyba żadnego z taką sceną nie widziałam. Albo jak na opakowaniach pestek. I wlazłabym w sam środek, w samo sedno wydarzeń wzrostu słoneczników  i bym szła. W sukience zwiewnej, w słoneczniki najlepiej, z okularami z palemką i termosem. A jakbym już doszła gdzieś, gdziekolwiek, to bym wzięła sobie taką jedną żółtą tarczę i jadła, i gapiła w niebo. Mimo że takich, prosto z kwiatka, pestek to nie lubię.

O czym bym nie myślała?

Nie myślałabym o tym, że muszę siedzieć z gracją, nóżka przy nóżce. Że mam 47 jesieni do emerytury i odcisk, i ramiączko mi spadło. Nie myślałabym o tym, że po wyjściu stąd znów będę musiała być twarda i niezależna. Że ktoś za to wszystko musi zapłacić, a ja mam długi. Że te Chupa Chupsy i pestki wcale nie pójdą w cycki a w wyrzuty sumienia, gdzie ląduje pół mojego dobrego samopoczucia. No i że będę musiała się w końcu stąd zawinąć, chociaż w to umiem bardzo. Od Ciebie umiem.

I chociaż słonecznik to w gruncie rzeczy bardzo piękna definicja symetrii, to i tak możemy się poprzypierdalać do detali, bo powietrze jest za lekkie. I życie za ciężkie. No ale w końcu ciężko jest żyć lekko. O wiele łatwiej jest lekko marzyć, dlatego to robię. I myślę o tym, o czym nie będę myśleć, kiedy już znajdę się na końcu tęczy. Bo jeśli tam nie ma słoneczników, to ja nie wiem co jest.

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Podoba mi się. Tak.

  • Ładne, ja tak tylko umiem w swojej głowie. Napisać już nie bardzo.

    • W głowie najważniejsze.

      • Może masz racje. Chociaż gorzej jak w głowie panuje chaos i nie da się tego ogarnąć.
        Ps. Kiedy nowe teksty? 🙂

  • Dawno nie byłem. Żeby nie przedłużać, napiszę Lubie to!