Lepsze jutro było wczoraj.

W życiu pewne są tylko pewne rzeczy. Że w dzień świeci Słońce a w nocy kocie oczy. Że co druga kobieta w tym momencie planuje, co zje za kilka chwil i jak bardzo musi to być ubogie w kJ, aby się znowu nie zawiązało. Że nikt nam nie zwróci pieniędzy z komunii. Że nie ma czegoś takiego jak konstruktywna krytyka. Że brunetkom żyje się łatwiej. Et cetera, et cetera. Ale, jako że zdań nie zaczyna się od „że”, powiem tylko- teraz. Od „ale” też się zdań nie zaczyna. No trudno.

Teraz. To pewne. O wczoraj zdaje się już świat zapomniał. O jutrze jeszcze nikt nie słyszał. Teraz masz swoje 5 min. To berło, liche, bo liche, ale jest i będzie teraz jeszcze przez trochę. Nawet jeśli odgrywasz swoją rolę Hioba we współczesnej adaptacji- idziesz. Człowiek wbrew pozorom zawsze gdzieś idzie. Nawet jeśli chwilowo się zatrzyma, ogólnym założeniem jest praca, spalanie energii życiowej- ruch osobniczy. Hołduję przekonaniu, że najważniejsze jest to, by niezależnie od kierunku, zawsze mieć głowę skierowaną w stronę stawianych kroków. Dzięki temu nigdy się nie cofasz. 

Jeśli ktoś by mi oznajmił- „Magda, my, jutro, trip życia, Las palmas, różowym Cadillac’iem przez świat, plus jeszcze kilka osób, poznasz, zajebista sprawa, pakuj się i wyjazd nad ranem!”To bym pewnie powiedziała coś w stylu- Lepiej od razu mnie zabij.

Bo tak to już jest w tych niezmąconych, szczenięcych, za dobrze wychowanych główkach, które chcą widzieć, wiedzieć, zamiast domyślać się i wątpić. Pójście trochę na skróty, bo strachu mam na zapas, gdyby ktoś był chętny. Odnoszę wrażenie, że jestem jedną z tych osób, które spontaniczne stają się dopiero po 40tce. Musi być ten cholerny plan. Na ułożenie książek w biblioteczce, na piątek wieczór, na kolację, na jutro, na przyszłe 5 lat, na studia, na odpoczynek, na wyjście i wejście i wszystko co chce się zdarzyć, a nie może, bo musi stanąć w kolejce i się jeszcze ładnie uśmiechać, by być zatwierdzonym.

To wszystko obnaża inną motywację planowania. Bo czasem to właśnie ta..

S P O N T A N I C Z N O Ś Ć

.. jest przejawem dojrzałości. Życie w planach to wygoda, to przejrzystość, to zawsze przerost treści nad formą. A jak jeszcze ktoś jest dobry w planowanie, to nic, tylko złożyć hołd z 72 dziewic. Jednak czasem, plany są jak morze, które nie chce, bym dobiła do brzegu, a do którego skrupulatnie dolewam wody z czajnika. Na szczęście z wodą da się negocjować. Z samym sobą też się da. Wystarczy czasem wziąć swój nędzny charakter pod lupę. W pewnym momencie może się okazać, że plany z czasem stają się coraz gorsze, mniej konkretne, rozlazłe i przysparzają więcej obaw i trudności niż jakby w ogóle miało ich nie być. Chcesz żeby było ambitniej, coraz dalej, szerzej, lepiej, wyżej, a nim się obejrzysz, zbudujesz wokół siebie średniej jakości melodramat. No i klops. Twój klops. Mój klops.

I co wtedy? Co zrobić z życiem, które kiedyś idealnie wpisywało się w schemat i grało według wszystkich założeń a nagle skapitulowało. Każdy kolejny myślnik w bullet journalu staje się miną. Wybuchającą znienacka i tą do złej gry. No ale przecież fajnie poukładane życie według harmonogramu, to zajebistość w najczystszym wydaniu. Pokażcie mi bardziej szczęśliwe osoby niż lifestyle’owe blogerki z planerami w twardej okładce za 99 pln.

A zmierzając do brzegu, moment, w którym uświadomiłam sobie, jak długa jest rozpiska moich ‚rzeczy do odhaczenia’ na każdą godzinę, dzień, miesiąc, był jakimś tam punktem zwrotnym. Bo moje życie w pewnym momencie przyjęło konwencję rodem z Benny Hilla. Przykra sprawa. Tym boleśniejsze były dalsze rozważania, które to z kolei uświadomiły mi, że moje faktyczne życie dzieje się między planami. Między kartkami. Między myślnikami.

I jeśli mam się co rusz doszukiwać kontekstu samej siebie w każdej minucie i godzinie życia, again i again, to jak Kota kocham, pragnę już do końca życia być wyrwana z kontekstu.

Mam nadzieję, że post przypadł Ci do gustu! A żeby zatrzymać Cię na dłużej, zapraszam do polubienia strony Emplace na Facebooku oraz Twitterze, co by być na bieżąco z nowymi postami, sprawami ważnymi i ważniejszymi ;)
  • Nie potrafię planować. To znaczy mógłbym zrobić piękny, super czytelny plan na wypasie, z kolorkami itd. Tak jak uczą blogerki lifestyle’owe. Tylko on by leżał, a ja nie zajrzałbym do niego ani razu.
    Raz ściągnąłem sobie apkę do planowania i ustawiłem przypomnienie, że mam napisać tekst. Była w niej jednak cudowna opcja: Przełóż na jutro. Musiał minąć tydzień zanim ten tekst napisałem.
    A kiedy nie planuję nic, to wychodzi zawsze lepiej, bez napięcia, szybciej. Mam lepszą motywację, bo właściwie nie muszę tego robić, więc jest fajnie. I pewnie bardzo spłycam ten temat, ale to pierwsze co przyszło mi do głowy, bo właśnie dopadł mnie ten problem. No nic idę pisać. Pozdrów kota.