Szczęście to sztuka zapominania.

Ćwiczymy pamięć. Nieustannie i na każdej płaszczyźnie. Słyszymy „Na rozwój synaps najlepszy cynk i magnez”, a więc biegniemy do apteki po swoją porcję. Gdy dotrze do nas informacja, że najlepszym sposobem na poszerzanie granic pamięci jest nauka- nabieramy motywacji i ochoty i nie chcemy być głupsi. Echem odbijają się wszelkie naukowe hipotezy odnośnie nieograniczonej pojemności pamięci długotrwałej. Brzmi cudownie. Wszak przedsionkiem nieba byłoby móc usprawnić do granic możliwości nasze obwody pamięciowe. Móc przekształcić je w worek bez dna, z wiecznie aktywnym i samoaktualizującym się spisem treści.

Taniec na lodzie.

Bo z granicami nigdy nie wie oj nie wie się…

Na dwoje babka wróżyła. Jedni powiedzą, że świadoma własnych atutów, czerpiąca garściami z życia i wyemancypowana. Inni, że dziwka. Cienka jest bowiem linia, między byciem Samanthą Jones a… nie byciem Samanthą Jones.

Sęk tkwi w tym, jakie masz zaplecze i jakie ambicje. Kobiety żądne sukcesu, te najbardziej uparte, zawzięte, odważne a przede wszystkim niezależne najczęściej nie znajdują czasu na zajęcie się  życiem osobistym. To znaczy, tak wynika ze statystyk. Ten rodzaj Pań może sobie pozwolić w zasadzie na wszystko. Dlaczego? Bo to co miały do zrobienia, osiągnęły mniejszą lub większą pracą ‚własnych rąk’. Nie można im niczego zarzucić, a to, że na koniec pracy odrywają kupony od własnego wizerunku i zbudowanej ‚marki’ to całkiem logiczne.

Zogarnizuj się

Kropla przelała czarę, dziś o 20:04 czasu białostockiego.

W przedostatnim poście traktującym o moich złotych spostrzeżeniach na temat zmieniających się czasów w kontekście raczej internetowym i społecznym, aniżeli historycznym, napomknęłam o tym, jak chętnie popadliśmy jako glob w dezorganizację swoich rzyci. Nie ukrywam, że był to wątek najobszerniejszy, moje palce skrzyły się pod naciskiem białych klawiszy, ale dopiero w tym poście planuję faktycznie dopłynąć do brzegu.

Książki, periodyki, kursy, blogi, to dzisiaj w 70% poradniki. Poradniki zdominowały wszystkie płaszczyzny życia a każdy jego aspekt zasługuje na osobny poradnik.

Zmieniające się czasy

Refleksje.

Refleksji dużo.

Jak zdążyłam zauważyć (a tempo mam zawrotne), czasy się zmieniają/ły. I choć moje dzisiejsze odkrycia nie mają większego znaczenia dla Twojego i mojego funkcjonowania, bo mówić będę o sprawach błahych, nie o polityce, to warto się się im przyjrzeć nieco bliżej.

1 Ludzie polubili zimno.


..I naumieli się przerodzić to w ciepło.

Marazm rulez

Zabawne, że moja nieobecność zahacza już o 17 dzień, podczas gdy liczba wyświetleń przez ten czas przewyższyła wszystkie inne 17dniowe okresy istnienia tego bloga. Marazm Magda- robisz to dobrze.

Taki sobie stan gazowy. Rozproszony, lekki, błogi jak wiórki kokosowe, których nie lubię.

Stan, gdzie każdy kolejny dzień wywraca Twoje spojrzenie na świat do góry nogami, ale w gruncie rzeczy od tygodni nic się nie zmienia. Nie dzieje się nic, lecz Ty codziennie żarzysz się w środku, coś Ci się tam tworzy i ogrzewa, na tyle, że grudniową porą wracasz do domu z ciepłymi dłońmi. Lubisz to, bo tego nienawidzisz i w końcu masz podstawy do rozwoju tej pasji.

Im dalej tym lepiej

Dziś 24 listopada, dla cudownej większości z Was, dzień jak każdy inny. Dla mnie również. Oprócz tego, że za równo rok będę dwudziestką. Dziś mam co mam. A kończę właśnie 19.

Moja kora mózgowa fałduje się nieustannie. Mam nieodparte wrażenie, że w zależności od dnia, potrafi wyprostować się na baczność i uformować na wzór podlaskich pól- płaskie, jakby nieskażone lądolodami kenozoiku, przyjemne dla oka i ciągnące się po horyzont. To mnie programuje na szczęśliwą i zadowoloną z życia 13latkę, czyli stan bardzo wygodny. Najczęściej jednak, moje półkule pokrywa łańcuch Karpat, tak, że stojąc przy lustrze, już prawie widzę wszelkie wypukłości i wklęsłości, które malują się wewnątrz czaszki. Wtedy nie jest kolorowo, staję się mentalnym Freudem, snuję psychoanalizy i studiuję histerię.

Chcesz uparcie znaleźć wszystko, kończysz z niczym- realizm w związku, czyli niekonieczne skreślić.

To nad wyraz ciekawe, że Małe życie cieszyło się u mnie tak niepochlebną recenzją (klik), a jednak już któryś raz z rzędu powołuję się na jej okropność. Kilka smaczków bowiem swoim błyszczącym okiem wyłapałam i jeden z nich okazał się zbyt ujmujący w swej prostocie, by go tutaj, na moich kartach, zabrakło.