XXI: Musisz mieć coś, coś musisz dać

Pytam Cię: Jaki jest Twój talent?

Odpowiadasz: Ale jak mam go znaleźć?- pytaniem na pytanie, trochę niekulturalnie, ale cóż to- Nie mam talentu.

Mówię więc: Zaskocz mnie.

Ale czym? Co by Cię zaskoczyło?

Proszę po raz ostatni: Czy możesz mi podać swoje strony, które wyniosą Cię ponad te stłumione ambicje Twoich poprzedników?

Jestem zwykły, trochę piszę, szybko się uczę, lubię muzykę, z ludźmi nie lubię, książki też średnio.  Nie jestem kłótliwy ani egoistyczny. Taki zwykły no, co mam Ci powiedzieć.

Ja: W takim razie Pan wybaczy, ale świat stoi dla Pana zamknięciem.


Rozmowa prowadzona na granicy pochwy i świata zewnętrznego.

Przy porodzie. Bo jeśli nie jesteś w stanie dać temu światu niczego więcej, to wracaj do środka i wchłoń się w śluzówkę.

Jeszcze się nie nauczyłeś, że świat nie potrzebuje kolejnych rodzajów nijakich, bez emocji, bez apetytu?

bez sensu.

 

Facet na miarę baniek

O macico! Tyś kurwą, ile Cię trzeba nienawidzić, ten tylko się dowie, kto akurat ma Cię spuchniętą i pełza z bólu..(*heavy breathing*) szybka personalizacja wstępu dokonana, mogę przejść dalej.

Jak sobie pomyślę, ile razy wynikiem mojej chronicznej nudy były karteczki z punktami jak miałby się jawić ten mój, pozwolicie, ryycerz na swym koniu bieluśkim, to następuje *oczu przewrócenie* *policzków uniesienie* *czoła zmarszczenie*, na żywot śmieszny. Amen. Byłam małą marzycielką, oj byłam. Byłam nawet dużą, bo kto mi zabroni? Zresztą zawsze staram się celować w księżyc, pewnie znacie to przysłowie 😉

Continue reading

Rozbieg

– Cały ten czas marnowałam na zastanawianie się, co będzie w październiku, nie opaliłam się, nie usłyszałam morza, nie nauczyłam się jeździć na rolkach i przegapiłam wszystkie festiwale.. Bilet na bungee leży nietknięty, prawko nieskończone (!), Em już w Aberdeen, wszyscy zaraz mi wyjedziecie, TY wyjedziesz..! Kto mnie pozbiera? Okopy z nowych książek stworzone, ale kiedy ja je przeczytam, skoro się wszystko skończyło! Czemu ja to sobie zrobiłam!
– Napij się, nawodniony organizm lepiej znosi pierdolenie.
– …
– …?
– W takim razie Ty powinieneś się napić.
– A no racja.
~*~
Dobra, taka już moja i Wasza niedola, że ponownie przytłoczę rzeszę (sic!) odbiorców swoim Ja. Do tej pory, turlałam się jak przypadkowa kombinacja białek. Dziś- pierwszy raz doszło do konfrontacji. Poszukiwania zaginionej arki.. z wiedzą. Bowiem mądrość, cała moja cholerna biochemiczna mądrość gdzieś się ulotniła i czas się uzbroić w balonik z helem, który, daj Boże, poniesie mnie gdzieś po śladach do celu. Analitykę rzucę pewnie jeszcze w tym roku, bo co ja sobie w ogóle myślałam. Ludzi może poznam, może nie, ale grunt to mieć przed oczami priorytety. Studiowanie i poprawianie matury jest dobre. „Ale lepsze, jest wrogiem dobrego.”- ulubione powiedzonko mojej chemiczki. Tak więc lepsze, wydaje mi się pełne wykorzystanie dni na szlifowanie wiedzy, aniżeli marnotrastwo energii przy badaniu sików w lab.
Ot taka dygresja.
Jestem wysoko, muszę być jeszcze wyżej, już prawie dosięgam tego szczebelka nad sobą, ale wiem, że kroczę bez asekuracji. Co z tego będzie?
I jedna fraza rozbrzmiewa jak wtórny puls- boże, boże, o boże..
Nie wiem jak to się ma u normalnych ludzi, ale ja nie umiem odpocząć, kiedy jest to czas wolny po porażce. Jeśli coś jest niedopiętego, pragnę wrócić i dalej działać z tym guzikiem. I tym sposobem mój perfekcjonizm postanowił się na mnie wysrać. A teraz jest chaos, jednak

„Czy chaos jest zły? Bzdura! Chaos jest świetny, tylko w chaosie można znaleźć to, czego się w ogóle nie szukało i stworzyć to, czego nikt się nie spodziewał. Wszak Bóg z chaosu stworzył świat.”

~ Cytat z „Furia mać”

Koncert życzeń

W którymś z postów stwierdziłam, że moje życie to podejmowanie ciągłych wyzwań, którym nie mogę sprostać. Cały czas tę definicję rozszerzam i takim sposobem dodać mogę, że moja autobiografia byłaby sinusoidą towarzyskości i samotności. Obserwacja z pozoru błaha, ale wzięłam ją pod lupę na tyle bardzo, aby ten post powstał i siał refleksje.

Continue reading