Bo ściana nie była idealna.

Mocno zajęty życiem, siedząc na czymś, w środku czegoś, słyszysz jak cisza skutecznie bombarduje i tak już zszargane nerwy. Starasz się odwlec moment relfeksji na temat minionego dnia, tygodnia, miesiąca, bo jak już zatrzymasz tę machinę metabolizmu turbacji, to najpewniej rozpryśniesz się na tysiąc części, z rodzaju tych, które każdy chce zamieść nogą pod kanapę. Tak więc, aby do tego nie doszło, aby wszystko było na swoim miejscu, ty nie możesz w nim stać. Dlatego siedzisz. Ale wewnątrz i wokół wszystko zapieprza. Choć nie widać nic. 

Marazm rulez

Zabawne, że moja nieobecność zahacza już o 17 dzień, podczas gdy liczba wyświetleń przez ten czas przewyższyła wszystkie inne 17dniowe okresy istnienia tego bloga. Marazm Magda- robisz to dobrze.

Taki sobie stan gazowy. Rozproszony, lekki, błogi jak wiórki kokosowe, których nie lubię.

Stan, gdzie każdy kolejny dzień wywraca Twoje spojrzenie na świat do góry nogami, ale w gruncie rzeczy od tygodni nic się nie zmienia. Nie dzieje się nic, lecz Ty codziennie żarzysz się w środku, coś Ci się tam tworzy i ogrzewa, na tyle, że grudniową porą wracasz do domu z ciepłymi dłońmi. Lubisz to, bo tego nienawidzisz i w końcu masz podstawy do rozwoju tej pasji.