Szczęście to sztuka zapominania.

Ćwiczymy pamięć. Nieustannie i na każdej płaszczyźnie. Słyszymy „Na rozwój synaps najlepszy cynk i magnez”, a więc biegniemy do apteki po swoją porcję. Gdy dotrze do nas informacja, że najlepszym sposobem na poszerzanie granic pamięci jest nauka- nabieramy motywacji i ochoty i nie chcemy być głupsi. Echem odbijają się wszelkie naukowe hipotezy odnośnie nieograniczonej pojemności pamięci długotrwałej. Brzmi cudownie. Wszak przedsionkiem nieba byłoby móc usprawnić do granic możliwości nasze obwody pamięciowe. Móc przekształcić je w worek bez dna, z wiecznie aktywnym i samoaktualizującym się spisem treści.

Im dalej tym lepiej

Dziś 24 listopada, dla cudownej większości z Was, dzień jak każdy inny. Dla mnie również. Oprócz tego, że za równo rok będę dwudziestką. Dziś mam co mam. A kończę właśnie 19.

Moja kora mózgowa fałduje się nieustannie. Mam nieodparte wrażenie, że w zależności od dnia, potrafi wyprostować się na baczność i uformować na wzór podlaskich pól- płaskie, jakby nieskażone lądolodami kenozoiku, przyjemne dla oka i ciągnące się po horyzont. To mnie programuje na szczęśliwą i zadowoloną z życia 13latkę, czyli stan bardzo wygodny. Najczęściej jednak, moje półkule pokrywa łańcuch Karpat, tak, że stojąc przy lustrze, już prawie widzę wszelkie wypukłości i wklęsłości, które malują się wewnątrz czaszki. Wtedy nie jest kolorowo, staję się mentalnym Freudem, snuję psychoanalizy i studiuję histerię.

Panowie Można Spie*dalać

Czyli w skrócie PMS. Dla płci brzydkiej- to coś, czym kobieta się staje i co ją dopada na gruncie psychicznym , bo ja o tym, tuż przed oraz w trakcie okresu.

Tak więc, Ho! Ho! Ho! Czyżby ta piękna książka zwana marnym życiem, znów otworzyła się na rozdziale zwanym o k r e s ?

Na marginesie, czy tylko ja uważam, że nie ma dobrego określenia na ten comiesięczny survival? Miesiączka, menstruacja, krwawienie (!), ani w tym subtelności, ani finezji. Bardziej przypomina hasła związane z wojną. No i dlatego pewnie, chcąc nie chcąc, już na wstępie kasamy rękawy i przygotowujemy się na rzeź niewiniątek.

Kilka wskazówek na problemy z zasypianiem

Zasypianie stanowiło dla mnie problem odkąd pamiętam. Jednak, jeszcze kilka miesięcy temu dotyczył on tego, że mogłam zasnąć dosłownie wszędzie i to w kilka sekund. A kiedy nocą przykładałam głowę do poduszki, potrafiłam odpłynąć niemalże od razu. Poduszka to był oczywiście rarytas dla śpiochów, których byłam przedstawicielką, bowiem powieki sklejały mi się na ławce w szkole, na biurku, na podłodze, na stojąco, na wisząco, rano, we dnie, w nocy.. dosłownie zawsze. Według niektórych to był dar, według mnie niekoniecznie, jednak od zawsze denerwowali mnie ludzie narzekający na problemy z zasypianiem. No bo dajcie spokój.. leżysz, leżysz aż zaśniesz. To nie chemia organiczna.