Kawy i pacierza nie odmawiam

Jest Niedziela. 9:00. To z ważniejszych.

Mam taki, nieciekawy zwyczaj parzenia kawy o 23:00. Z przyczyn bliżej nieokreślonych schodzę po schodach, włączam czajnik a potem już płynę na fali kofeiny. Płynę tak do łóżka, w kórym potem nie mogę odpłynąć. Zaliczyłabym tę noc do bezsennych, chociaż przyznać muszę, że wczoraj zdarzyło mi się śnić na jawie.

Podobno każdy człowiek ma dwa życia. To drugie rozpoczyna się wtedy, gdy sobie uświadomi, że ma tylko jedno. Ile w tym racji. Jednak ja bym dorzuciła jeszcze trzecie. Gdy przestajesz wierzyć ludziom i zaczynasz wierzyć sobie. I tym sposobem, pół nocy spędziłam na retrospekcjach, chociaż nie zliczę, ile razy spędzało mi to sen z powiek. TO, czyli pacierz. Czyli kryjąca się za nim msza. A za nią kościół. Obok Kościoła, religia i finalnie na czele boss padołu- Bóg.