Pokolenie IKEA

Godzina 23 minut 19. O tym jak bardzo ‚kręcą’ mnie nogi (tak się to zwie?) , a raczej kości mogłabym krzyczeć godzinami. Mówią, że to na zmianę pogody, w co zawsze wątpiłam. Zabawne uczucie i szczerze wierzę, że to efekt uboczny siłowni.

 

Czas teraźniejszy zdecydowanie nie jest moim ulubionym. Szczerze mówiąc duszę się w sosie własnych zaległości i obowiązków. Niby wolne, ale jednak coś ciągle nade mną wisi i powiewa, wskutek czego wcale nie czuję, żebym te swoje baterie ładowała.
JEDNAK, taki czas sprzyja specyficznym wyborom, jeśli chodzi o literaturę. Tak oto, bardzo ambitnie mój mózg skierował ręce ku Pokoleniu IKEA.
Chwila, moment a przejdę do tej recenzji, ale jeszcze postawię pytanie, czy to powszechne, że w pewnym momencie macie ogromną ochotę na pisanie, warunki sprzyjają, ale przychodzi co do czego, to nagle się okazuje, że Wasze neurony są jakby zanurzone w smole i pisząc, szarpiecie się robiąc dwa kroki wprzód, jeden w tył, dwa w tył, jeden w bok? To ja. Teraz.
Gdyby Empik był apteką samoobsługową, a ja na ‚czas teraźniejszy’ potrzebowałabym pilnie czegoś nieinwazyjnego, co zadziałałoby na ból istnienia, Pokolenie IKEA było by takim Apapem. Albo nie, Ibupromem, bo tak jak niektórzy mają uczulenie na ibuprofen, tak i zawsze znajdą się jednostki z alergią na ‚luźne książki’. Jednym słowem daje ukojenie, nie zostawia śladów w psychice i generalnie jest jakby przyjemniej. Dobra. Wysiliłam się z porównaniem. Ale przejdźmy do rzeczy. To, co widoczne na obrazku, jest drugą częścią sygnowaną wdzięcznym tytułem. Tym razem w dużej części widziana oczami kobiety, chociaż i tak uważam, że to mężczyzna wiedzie prym całej pozycji. Pisałam ostatnio o książce Męskie sprawy, która jest naprawdę solidnym mostem, który połączył mój, kobiecy mózg z tym męskim, ocenianym przeważnie stereotypowo. Ta pozycja z kolei troszkę te stereotypy zdaje się podtrzymywać, a szczególnie powiedzenie, że mężczyzna jest prostą machiną, ma tylko jedną wajchę. Taki jest bowiem nasz główny bohater. Banalny? Gburowaty?  Infantylny? Owszem. W dodatku z patentem na zdradzanie i traktowanie kobiet przedmiotowo. Ale czytając te, wbrew pozorom, niezwykle życiowe treści, na chwil kilka stałam się facetem. Serio. Na wszystkie przygody, partnerki patrzyłam jego oczami, a to już duży plus autora. Kolejny, to w sumie ciekawe opisy scen erotycznych. Krótko mówiąc pieprzy się gość na prawo i lewo, bo, umówmy się, może; i w dodatku każda kolejna przygoda jest jeszcze ciekawsza od poprzedniej. Nie wiem, czy film na bazie tej książki byłby zdatny do obejrzenia gdzieś poza Redtube ale to jak zabawnie i przewrotnie opisane są wszelkie, nawet te najbardziej szaroburonudne sprawy zaskoczyło mnie.Z drugiej strony książka jest w sumie dramatem. Naszych czasów? Naszego pokolenia. Historie z pozoru wzięte z dupy, zazębiają się idealnie, bo łączy je jedna rzecz – w każdej coś nie gra. Nie wiem czy nawet skrajny optymista znalazłby jakiś happy end. A jednak- dalej podtrzymuję- czyta się ten chaos z bananem na twarzy. Tak między nami, momentami czułam poirytowanie. Konkretne, bo mimo groteski, to cholera każdy tu musi mieć coś na sumieniu. Już zaczynasz ufać gostkowi, bo fajna posadka, bo dobre relacje z żoną, codziennie seks i obiad, dzieciak też niczego sobie, widok na warszawę z 10go piętra i co? Koncertowo dostajesz w twarz. Laska robiona pod biurkiem przez 19letnią stażystkę też wpisuje się w ten sielski żywot. Cóż.. i weź tu bądź mądry człowieku i ufaj drugiej połówce po takich tekstach ! (Joke ofkors)

Taka to książeczka fajna do porannego fit oczywiście koktajlu, a jeszcze fajniejsza do winka wieczorem, próbowałam. No i w podróży się sprawdza, kolega tak twierdzi.

Jako że zawsze jakiś cytacik skrobnę na zachętę, tak i tu miałam kilka przygotowanych, ale jak spojrzałam na ostatnią stronę, gdzie złowrogo zapisano ‚Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnicstwa’ to się troszkę wystraszyłam, dlatego aby przypadkowo nie trafić za kratki, dam sobie spokój z cytowaniem.

Przyznam, że na moje nieszczęście książka również na końcu nie ma happy end’u. Chociaż w sumie ma. Zależy. Ale to, jakie refleksje towarzyszyły bohaterowi na ostatnich stronach coraz częściej dopadają i mnie. O czym mowa? No to już sobie sami przeczytajcie.

P.S. Ktoś czytał? Może znacie książki w podobnym klimacie?

Człowiek o 24 twarzach

 

Dzisiaj o książce, która zdecydowanie zasługuje na miejsce na podium jeśli chodzi o ten rok. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy na półce z nowościami od razu zafascynowała mnie okładka, trzeba przyznać, jest świetna. Niemniej jednak nie kupiłam jej ani za pierwszym podejściem, ani drugim, ani nawet następnym. Dopiero po odkryciu strony swiatksiazki.pl i dosyć znaczącej promocji zdecydowałam się, i całe szczęście!

A teraz do rzeczy. Gdybym miała opisać ją jednym słowem, na pewno byłoby to hipnotyzująca. Nie mam w zwyczaju zapominać o bożym świecie czytając książki, ale w tym przypadku właśnie tak było. Historia Billy’ego Miligana dosłownie zaczarowuje. Człowiek ma od razu chęć poznania przypadłości, jaką jest osobowość wieloraka.
Jak sam opis wskazuje-Billy Miligan jest najcięższym przypadkiem rozszczepienia osobowości w dziejach. Możecie sobie wyobrazić , że w jednym człowieku znajduje się 24 ludzi?- kompletne szaleństwo. Billy budzi się w miejscach, których dana osobowośc nie zna. Nie kojarzy ludzi wokół siebie, co rusz nie pamietą co robił ani jak to możliwe, że wymyka mu się czas. Ludzie oskarżają go o różne rzeczy, a on całkiem niewinnie wszystkiemu zaprzecza.
Choroba, czy doskonała gra aktorska?
Tego próbuje dowieść całkiem spora rzesza specjalistów, bowiem w latach siedemdziesiątych, osobowość wieloraka nawet zdaniem niektórych psychiatrów to po prostu nerwica, czy schizofrenia. I co począć z trzema dziewczynami zgwałconymi przez mężczyznę, który niczego nie pamięta.

Jest to bardzo złożona historia, która zawiera w sobie tak wiele zróznicowanych wątków począwszy od traumatycznego dzieciństwa Billy’ego, gdzie jego ojczym ‚wychowywaniem’ nazywał przywiązywaniem do szopy, bądź gwałtem poprzez wątki prawnicze, medyczne, ponadto całe dochodzenie i śledztwo jest bardzo wciągające.

Po przeczytaniu zaledwie 330/570 stron mogę stwierdzić, że okładka jest w porównaniu do zawartości książki kroplą w morzu cudowności. Myślę, że na jednym poście o tej lekturze się nie skończy; ja zabieram się za kolejny rozdział, a Wam życzę miłego dnia !