Bo ściana nie była idealna.

Mocno zajęty życiem, siedząc na czymś, w środku czegoś, słyszysz jak cisza skutecznie bombarduje i tak już zszargane nerwy. Starasz się odwlec moment relfeksji na temat minionego dnia, tygodnia, miesiąca, bo jak już zatrzymasz tę machinę metabolizmu turbacji, to najpewniej rozpryśniesz się na tysiąc części, z rodzaju tych, które każdy chce zamieść nogą pod kanapę. Tak więc, aby do tego nie doszło, aby wszystko było na swoim miejscu, ty nie możesz w nim stać. Dlatego siedzisz. Ale wewnątrz i wokół wszystko zapieprza. Choć nie widać nic. 

Rzeczożarcie.

Życie to chyba jakiś żart.

I w dodatku to ten rodzaj żartu, który zdaje się, że umiemy tak perfekcyjnie opowiadać i częstujemy nim każdego, kto mignie w źrenicy. Chwalimy się tym kunsztem przekazu, wzbogacamy narrację o epileptyczną gestykulację, a gdy ktoś chce się wtrącić to razimy błyskiem z tychże źrenic i dopisujemy kolejną ofiarę do strat. To ten rodzaj dowcipu, który opowiadamy z wielkim pietyzmem, po to by zobaczyć jak się wszyscy krztuszą ze śmiechu.